Fronda.pl: W Unii Europejskiej pojawił się pomysł zajęcia aktywów Centralnego Banku Federacji Rosyjskiej i przekazania ich Ukrainie. Jakie jest stanowisko polskiego rządu wobec prac Komisji Europejskiej nad tym projektem?
Arkadiusz Mularczyk, wiceszef MSZ: Generalnie opowiadamy się za tym i podnosimy to we wszystkich formatach międzynarodowych, aby zamrożone zasoby, zarówno rosyjskich oligarchów jak i państwa rosyjskiego, przeznaczyć na odbudowę Ukrainy. Środki te powinny zostać przekazane na naprawę tych wszystkich zniszczeń, które Rosjanie wyrządzili na Ukrainie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wojny. Nasze stanowisko jest w tej kwestii jasne i od początku je akcentujemy.
Pomysłowi sprzeciwiają się jednak Niemcy przekonując, że stworzy to precedens, który mogłaby wykorzystać na przykład Polska w ramach roszczeń odszkodowawczych wobec Niemiec. Wedle medialnych doniesień, niemiecki minister sprawiedliwości miał uznać projekt za prawnie niewykonalny. Berlin jest w stanie rzeczywiście uzasadnić tę tezę, czy to jedynie wymówki mające uciąć prace brukselskich urzędników w tej sprawie?
Trzeba podkreślić, że publikacja na ten temat pojawiła się w „Financial Times”, który powołuje się na dwóch anonimowych urzędników niemieckiego MSZ. Otwarte pozostaje pytanie o motywacje tej publikacji. Motywacją mogło być pokazanie, że to rzeczywiście problem dla obawiających się polskich roszczeń Niemiec. Ale motywacja mogła być też odwrotna. Celem mogłoby być zaatakowanie Polski poprzez próbę pokazania naszego kraju jako tego, który podnosząc kwestie reparacji, utrudnia zbudowanie wspólnego stanowiska państw członkowskich w kwestii zasobów rosyjskich. Ten – moim zdaniem kontrolowany – przeciek do „Financial Times” może być więc w dwojaki sposób rozumiany.
To pokazuje, że Niemcy dostrzegają nasze działania międzynarodowe i ich nie lekceważą. Będą uciekać się do różnych działań medialnych, dyplomatycznych, politycznych czy dezinformacyjnych, ażeby osłabiać wymowę działań podejmowanych przez Polskę.
Niezależnie więc od motywacji tego przecieku, możemy odbierać go jako pewien sygnał, że wbrew oficjalnym twierdzeniom niemieckich polityków, wedle których sprawa odszkodowań dla Polski została ostatecznie zamknięta, w Niemczech istnieje świadomość, iż to sprawa jak najbardziej otwarta?
To jest oczywiste! Niemcy dostrzegają nasze działania na arenie międzynarodowej i absolutnie ich nie lekceważą. To działania bardzo uderzające w ich wizerunek, co Niemców niezwykle irytuje, przez co usztywniają się na relacje z Polską. Stąd widzimy na świecie wysyp różnych, skierowanych przeciwko Polsce publikacji. Nie mam większych wątpliwości, że za tymi atakami stoi niemiecka dyplomacja.
Dlaczego aż tak wzbraniają się przed tym tematem?
Należy pamiętać, że stawką w tej grze nie są wyłącznie kwestie ekonomiczne, choć te są niezwykle istotne. Stawką jest jednak przedefiniowanie całej niemieckiej polityki powojennej. Niemcy uznali, że sprawa została załatwiona, rozliczyli się ze swoich zbrodni, a nawet sami są ofiarami nazistów. Nasze dzisiejsze roszczenia podważają więc cały fundament państwa niemieckiego. Stąd właśnie ta zmowa milczenia w niemieckiej klasie politycznej. Berlin zdaje sobie też sprawę z tego, że to otwarcie puszki Pandory, bo po Polsce w kolejce ustawią się kolejne kraje.
Polskiego rządu jednak te niemieckie działania nie zniechęcają?
Utwierdzają nas one w przekonaniu, że musimy dalej wykonywać tę pracę. Idziemy w dobrym kierunku. Jedynie kwestią czasu jest przerwanie tej omerty. Konieczne jest kontynuowanie działań podjętych przez Polskę. Ważne jest zaangażowanie międzynarodowej opinii publicznej i oczywiście oddziaływanie na niemiecką opinię publiczną. Przed nami ciężka praca do wykonania na świecie i w samych Niemczech. To jednak praca, która w sposób konieczny prowadzi do sukcesu. Niemcy nie mają żadnych argumentów, żeby nie uznać naszych roszczeń. Mając tego świadomość, unikają dyskusji i uciekają od tematu.
Liczą też, że dyskusja skończy się po wyborach parlamentarnych w Polsce.
Trzeba jasno powiedzieć, że jeżeli będziemy mieć możliwość kontynuowania naszej pracy przez najbliższe miesiące – może lata, ale na pewno miesiące – to doprowadzimy do sytuacji, w której Niemcy z uwagi na swój wizerunek będą chciały porozumieć się z Polską. Najgorszym rozwiązaniem byłoby natomiast zamiecenie tego tematu pod dywan po wyborach. To przyniosłoby dla Polski fatalne konsekwencje. Niemcy będą uważali się za również ofiary II wojny światowej, a w przyszłości pojawiają się różne rewizjonistyczne postulaty.
Niemcy oczekują na wybory w Polsce, kibicując i wspierając opozycję. Widzimy presję niemieckich polityków na zmianę rządu w naszym kraju i to również dowodzi, że temat ten jest dla nich niezwykle uciążliwy, bolesny i bardzo chcieliby go zakończyć.
Wracając do kwestii przekazania Ukrainie rosyjskich aktywów. Obawy Berlina w tym aspekcie mogą być uzasadnione? Jeśli rzeczywiście doszłoby do takiego precedensu, Polska próbowałaby go wykorzystać?
Ten precedens jest tworzony. Jest w tej kwestii wola międzynarodowa. W zasadzie, poza Niemcami nie słychać głosów wyrażających szczególne obawy. Pewnym problemem jest rzeczywiście możliwość wykorzystania ścieżek prawnych przez osoby, którym zasoby te zostałby skonfiskowane. Te obawy są analizowane.
Niemcy natomiast mają rację, że jeśli stworzymy pewne mechanizmy wykorzystywania publicznych zasobów państw odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne, to w przyszłości może to zostać wykorzystane przeciwko nim. Niemcy przecież uznają zasady prawa międzynarodowego. Sam kanclerz Scholz podpisał się pod deklaracją szczytu Rady Europy w Reykjaviku, w której uznano, że po każdym konflikcie, ażeby doszło do pojednania, muszą zostać wypłacone reparacje wojenne. Dostrzegając to, Niemcy widzą zagrożenia na przyszłość. Stąd podejmowane przez nich działania, aby temat jakoś mrozić.
Rosja będzie musiała wypłacić reparacje Ukrainie. Jednocześnie Instytut Strat Wojennych pracuje nad raportem, który ma być punktem odniesienia w staraniach o wypłatę Polsce odszkodowań za straty wyrządzone przez ZSRR w czasie II wojny światowej. W tych staraniach Polsce również mogą przysłużyć się podejmowane w kontekście Ukrainy działania?
Odszkodowania od Rosji są kolejnym etapem. Z pewnością musimy unikać sytuacji, w której będziemy jednocześnie domagać się odszkodowań od dwóch państw. Wówczas dalibyśmy Niemcom prezent w postaci wygodnej narracji, wedle której Polska jest jakimś międzynarodowym „pieniaczem”. To temat, który musi być dobrze opracowany, a później w profesjonalny sposób postawiony na stole. Na dziś natomiast należy zająć się odszkodowaniami od Niemiec.
Odejdźmy jeszcze na koniec od kwestii odszkodowań. Prezydent Andrzej Duda udał się do Kijowa, aby rozmawiać m.in. o groźbach zamachu na Zaporoską Elektrownię Jądrową. To zagrożenie, które powinno niepokoić Polaków?
Musimy być czujni. Za naszymi granicami toczy się wojna. Widzimy, że Rosja prowadzi działania terrorystyczne wobec Ukrainy. Tymczasem na Białoruś został przemieszczony dowódca Grupy Wagnera. Obserwujemy wzmożenie lotów na Białoruś z Moskwy i z innych stron. Sytuacja jest poważna, dlatego należy działać w sposób przewidujący, długofalowy i zapobiegliwy. Musimy też informować o sytuacji naszych partnerów, zwłaszcza z NATO. To jest gwarancja naszego bezpieczeństwa.
Pewnym pozytywnym sygnałem jest deklaracja Niemiec, które mają przetransportować 4 tys. żołnierzy na Litwę. Wzmocniłoby to przede wszystkim bezpieczeństwo krajów bałtyckich, ale też dało większe gwarancje w przesmyku suwalskim. Zdajemy sobie przy tym sprawę, że niemieckich deklaracji było wiele, dlatego teraz czekamy na działania.
