Kiedy ambasador USA Mark Brzezinski nazywa Polskę „humanitarnym mocarstwem” i dziękuje pełnomocnikowi rządu ds. uchodźców wojennych z Ukrainy Pawłowi Szefernakerowi za jego pracę, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski sugeruje, że polski rząd nie zrobił wystarczająco dużo w kwestii pomocy uchodźcom z Ukrainy. Jeszcze dalej w deprecjonowaniu polskich działań w kontekście wojny na Ukrainie idzie jednak Bronisław Komorowski. Były prezydent najpierw przekonywał, że wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena w Warszawie była „jedynie kamuflażem” dla podróży Bidena do Kijowa. W piątek natomiast wystąpił na antenie Radia ZET, gdzie zarzucał rządowi opieszałość w kwestii pomocy militarnej dla Ukrainy. Stwierdził, że polski rząd zdecydował się na pomoc dopiero po wybuchu wojny, kiedy wsparcia udzielały już inne kraje. Komorowski miał jednak pecha, bo tego samego dnia w Kijowie zupełnie inaczej sprawę przedstawił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

- „Polska była z nami jeszcze zanim rozpoczęła się wojna i jestem pewien, że Polska pozostanie z nami aż do naszego zwycięstwa, wspólnego zwycięstwa”

- powiedział ukraiński przywódca.

Do tego typu wypowiedzi polityków opozycji odniósł się w programie „Sygnały dnia” na antenie Jedynki Polskiego Radia szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Radosław Fogiel.

- „Komorowski i Trzaskowski mają kompleksy i chcą deprecjonować własny kraj. Zełenski docenia nasz wkład, a on wie o wiele więcej niż oni”

- stwierdził poseł PiS.

- „Nie rozumiem dlaczego opozycji zależy na tym, żeby Polska miała złą opinię na świecie. Opozycja odbiega od cywilizowanych standardów, prezentują oni mentalność postkolonialną, gdzie punkt odniesienia jest zawsze poza Polską”

- dodał.