Kiedyś prezydent Federacji Rosyjskiej, dziś naczelny dowódca armii trolli Putina, postanowił kolejny raz dać wyraz swojej irracjonalnej wierze w zdolności rosyjskiej armii. Dokładnie rok temu, chcąca uchodzić za „drugą na świecie”, rosyjska armia rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Kreml planował w kilkadziesiąt godzin zdławić ukraińską obronę, zająć Kijów i przejąć władzę w kraju. Zderzenie z rzeczywistością było jednak dla Putina bardzo ciężkie. Po roku walk Ukraina pozostaje niepodległym państwem, Wołodymyr Zełenski spotyka się w Kijowie z najważniejszymi przywódcami Zachodu, a Rosjanie odnoszą kolejne porażki.
Mimo to Miedwiediew przekonuje, że „zwycięstwo zostanie osiągnięte”.
- „Wszyscy chcemy, aby stało się to jak najszybciej. I ten dzień nadejdzie”
- napisał Rosjanin na Telegramie.
Stwierdził przy tym, że Rosjanie nie mogą dopuścić do tego, aby Rosja ponownie była „zagrożona”.
- „Nie można na to pozwolić. Dlatego tak ważne jest osiągnięcie wszystkich celów specjalnej operacji wojskowej. Przesunąć granice zagrożeń dla naszego kraju jak najdalej, nawet jeśli są to granice Polski. Całkowicie zniszczyć neonazizm. (...) Aby świat zastał długo wyczekiwany pokój”
- napisał.
