Przez kilka ostatnich dni politycy Platformy Obywatelskiej uwiarygodniali zeznania byłego wspólnika  Marka Falenty (skazanego za nielegalne podsłuchiwanie polityków) Marcina W., które miały wskazywać na udział rosyjskich służb w tzw. aferze taśmowej. „Jeden z kluczowych świadków, który zyskał status małego świadka koronnego” – mówił o nim Donald Tusk. Prokurator Generalny zdecydował więc o upublicznieniu jego zeznań. Okazało się, że Marcin W. przekonywał śledczych, iż przekazał Michałowi Tuskowi w reklamówce 600 tys. euro dla Platformy Obywatelskiej.

Na zeznania te uwagę chcieli zwrócić przedstawiciele stowarzyszenia Dla Polski. Młodzi działacze próbowali wręczyć politykom Platformy Obywatelskiej torbę, mającą symbolizować tę, w której wedle Marcina W., przed laty łapówkę przyjął syn ówczesnego premiera.

- „Puknijcie się w głowę”

- zwrócił się do działaczy zdenerwowany Marcin Kierwiński, sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej.

Oto podejście partii przedstawiającej się jako „otwarta” i „demokratyczna”. W rzeczywistości najwyraźniej panuje w niej „moralność Kalego” opisana przez Sienkiewicza słowami: „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy (...) to jest zły uczynek (...). Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy.”. Wszak, kiedy to działacze totalnej opozycji, w znacznie bardziej agresywny sposób zaczepiają polityków PiS, politycy PO nie widzą problemu.