Aż półtorakrotny wzrost wydatków na zbrojenia w budżecie Kazachstanu to efekt tragicznych wydarzeń, jakie rozgrywają się od ponad pięciu miesięcy na Ukrainie.
Neoimperialne zakusy rosyjskiego dyktatora Władimira Putina władze Kazachstanu potraktowały jako potężny sygnał ostrzegawczy, by wzmocnić własne bezpieczeństwo.
Tym bardziej, że od początku bieżącego roku na terytorium tego państwa stacjonują wojska rosyjskie w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, strzegąc strategicznych obiektów, choćby takich jak budynki rządowe, lotniska czy magazyny wojskowe.
Wszystko to sprawia, że stosunki na linii Kazachstan-Rosja uległy zauważalnemu schłodzeniu. Rządzony przez prezydenta Tokajewa kraj najpierw zachował neutralność i nie wsparł rosyjskiej agresji na naszych wschodnich sąsiadów, a potem otwarcie zapowiedział, że nie uzna suwerenności odebranych siłowo przez Rosję Ukrainie samozwańczych Republik Ludowych Doniecka i Ługańska.
