Następnie, wspominając zarówno Betlejem, jak i gwiazdę, mówił o „dziecku”, ale unikając wymówienia Jego imienia: „Wypatrujemy na niebie samotnej gwiazdy, lśniącej jaśniej niż wszystko inne, prowadzącej nas do narodzin dziecka, dziecka, o którym chrześcijanie wierzą, że jest Synem Bożym”.
Ważniejszymi słowami dla Bidena były za to „gwiazda” i „pokój”, o których mówił kilkakrotnie: „To światło jest wciąż z nami, oświetlając naszą drogę naprzód jako Amerykanów i obywateli świata, światło, które płonęło na początku i w Betlejem”.
Prezydent Biden zachęcił do wzajemnych „uczynków życzliwości”, gdyż „może to być po prostu najlepszy prezent, jaki można kiedykolwiek dać”. Wezwał też do zjednoczenia wokół wspólnych wartości: „Szczerze mam nadzieję, że ten okres świąteczny odsączy truciznę, która zainfekowała naszą politykę i nastawiła nas przeciwko sobie nawzajem”. Zamiast patrzeć na siebie przez pryzmat partyjnej przynależności, Biden zachęcał, by Amerykanie ujrzeli w sobie nawzajem rodaków.
jjf
