Przypomnijmy, że przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę białoruski reżim realizował operację „Śluza”, w ramach której próbował destabilizować wschodnią flankę NATO sprowadzonymi w tym celu z Bliskiego Wschodu migrantami. Ofiarami ataku hybrydowego stały się przede wszystkim Polska i Litwa. Państwa te skutecznie poradziły sobie jednak z presją Łukaszenki, zabezpieczając granicę Unii Europejskiej.

W przeciwieństwie do Litwy, w Polsce sprawę do zbicia politycznego kapitału próbowała wykorzystać opozycja. Organizowano happeningi i manifestacje, aby protestować przeciwko działaniom służb powstrzymujących napływ nielegalnych migrantów.

Do kryzysu na polsko-białoruskiej granicy postanowiła w czasie wczorajszej demonstracji odnieść się sędzia Marzena Piekarska-Drążek.

- „Jadąc przeczytałam w internecie artykuł o granicy białoruskiej. Pamiętajcie o tym, co tam się dzieje”

- mówiła.

- „Od razu sobie powiedziałam: ja jestem sędzią i jedyne, co umiem robić zawodowo, profesjonalnie, to sądzić przestępców. I ja, moi koledzy, sądy niezależne osądzą tych, którzy takie okrutne prawo ustanowili i nie można tego nazwać prawem, tylko bezprawiem”

- oświadczyła.

Zapowiedziała, że osądzi tych, „którzy wydali rozkazy”.

- „Tych, którzy na dole dopuszczają się tego okrucieństwa, z powodu którego ludzie są zaszczuci, stracili prawa ludzkie, prawo do godności i życia. Zamarzają w tej chwili w lasach i toną w rzekach. Pamiętajcie o tym wszystkim, to jest straszny cywilizacyjny wyrzut sumienia dla Polski”

- dodała.

Wystąpienie Piekarskiej-Drążek w stanowczych słowach skomentował sędzia Jakub Iwaniec.

- „Wprost mówi o procesach karnych dla członków rządu. Sędzia po raz kolejny przekroczyła granicę apolityczności i przyzwoitości. Wstyd”

- stwierdził.