Jednak drugiego dnia opozycja została złamana, gdyż liderzy zgromadzenia, które składało się ze świeckich i biskupów, zdecydowali się wykorzystać odrzucony dokument i jednocześnie zabronić tajnego głosowania. W rezultacie zaakceptowano homoseksualizm, święcenia kapłańskie dla kobiet i „płynność genderową”.
Na prośbę „Life Site News” kardynał Brandmüller w wydanym oświadczeniu ustosunkował się do wydarzeń związanych z niemiecką drogą synodalną.
Kard. Brandmüller, komentując głosowanie nad dokumentem o etyce seksualnej, zauważył przede wszystkim, że aż 82,2 proc. świeckich uczestników synodu „diametralnie zaprzeczyło nauce Pisma Świętego i Tradycji apostolskiej. Co gorsza 61,1 proc. głosujących biskupów także to zrobiło. Co oznacza, że tylko 17,2 proc. świeckich i tylko 38,9 proc. biskupów było oddanych nauce Kościoła”.
Niemiecki hierarcha nie ma złudzeń i stwierdza, że wyniki głosowania „można jedynie nazwać masowym odstępstwem od Pisma Świętego i Tradycji, źródeł wiary objawionej przez Boga. Rezultat tego głosowania wyjawia rozumienie Kościoła, doktryny wiary i zasad moralnych, które całkowicie różnią się od autentycznego głoszenia wiary przez Kościół”. Większość uczestników drogi synodalnej traktuje „religię, Kościół i wiarę” jako „zmienne czynniki, które można dostosować do społecznych i kulturowych warunków dzisiaj”. Kościół ma zatem znaleźć się w awangardzie „postępu”.
Kard. Brandmüller stwierdza, że takie przekonanie o roli Kościoła oznacza „kulturowy upadek narodu poetów i myślicieli”. Jego zdaniem poglądy większości uczestników niemieckiej drogi synodalnej są nie tylko niezgodne z „autentyczną katolicką, w istocie chrześcijańską, wiarą”, ale także oznaczają „wyrzucenie do śmietnika z uśmiechem wyższości” Arystotelesa i Platona przez „frankfurckich moralistów”, którzy ulegają duchowi czasu.
Niemiecki kardynał stwierdza, że cała sprawa tak naprawdę dotyczy „istoty religii” i tego, czy ma ona związek „zasadniczo ze Stwórcą człowieka i świata, z Bogiem”, a tym samym z „samoobjawieniem się Stwórcy stworzonemu przez siebie człowiekowi”. Kardynał przypomina fragment z Listu do Hebrajczyków, w którym mowa jest o tym, że Bóg wiele razy objawiał się Żydom, by w końcu przemówić do nich przez swego Syna.
Odnosząc się do tego fragmentu kard. Brandmüller podkreśla zasadniczą różnicę między uznaniem w zapisanym przesłaniu Biblii „słowa Boga żywego skierowanego do stworzonego przez siebie człowieka” a jedynie potraktowaniem go jako „tylko produktu starożytnej literatury Bliskiego Wschodu”. „Ale jeśli naprawdę chodzi tu o Słowo Boga, od którego wiernego wysłuchania i przestrzegania ostatecznie zależy, czy życie człowieka, społeczności ludzkiej okazuje się pomyślne lub pogrąża się w chaosie, wówczas powstaje pytanie: co upoważnia Synod Frankfurcki do odrzucenia tej rzeczywistości?” – pisze kard. Brandmüller.
W uchwałach podjętych we Frankfurcie kardynał dostrzega „bunt człowieka przeciw swemu Stwórcy” i sięganie po zakazany owoc. A to zdaniem hierarchy zawsze kończy się „potokami krwi i łez”.
Jednak za „naprawdę (...) zatrważający i przerażający” uznał kard. Brandmüller fakt, że „pasterze Kościoła, biskupi w tak wielkiej liczbie najwidoczniej z łatwością zapomnieli o ślubowaniu, jakie najpierw złożyli przed swoimi święceniami kapłańskimi a następnie w czasie święceń biskupich przed całym ludem – i przed obliczem Boga”. I hierarcha przypomniał sytuację z przełomu IV i V wieku, kiedy większość biskupów Wschodu uległa herezji Ariusza, gdy św. Atanazy był prześladowany za swoją wierność ortodoksji.
Widząc analogię z tamtymi czasami, kardynał przypomniał, że „wkrótce armie proroka z Mekki spadły na te kościoły, pozostawiając je dymiące i w ruinie”.
