W miejscowości słynącej z Sanktuarium Maryjnego biorącego swe początki z niecodziennych a opisanych niegdyś przez Zofię Kossak w książce „Błogosławiona wina” wydarzeń, prezes PiS mówił o nie-błogosławionej winie lidera PO w dziele podkopywania naszego potencjału obronnego we wschodniej Polsce.

Redukowali polskie siły na wschód od Wisły, na terenach, które były najbardziej zagrożone. Miały być one oddane przeciwnikowi, a następnie dopiero odzyskane w ramach kontrataku. My tę koncepcję zmieniliśmy całkowicie. Odbudowujemy tutaj jednostki wojskowe, tworzymy nowe. Jednocześnie umacniamy granicę poprzez budowę ogrodzenia na granicy” - opisywał Kaczyński różnice pomiędzy koncepcją obronności wdrażaną w życie za rządów koalicji PO-PSL w latach 2007-15 oraz przez obóz Zjednoczonej Prawicy od roku 2015.

Polityka Tuska była polityką, również z powodów osobistych, pełnego podporządkowania się. Chodziło mu po prostu o zrobienie międzynarodowej kariery. W słynnej aferze na jednym z nagrań w warszawskiej restauracji padają słowa, że Tusk chciał zostać „dużym misiem”. Był gotów nawet w sposób oczywisty szkodzić własnemu krajowi, by tego rodzaju funkcje otrzymać. Jego odpowiedzialność za osłabianie bezpieczeństwa Polski jest osobista i oczywista” – przekonywał Jarosław Kaczyński.

Wicepremier RP przypomniał też o mającym miejsce kilkanaście miesięcy temu za pomocą nielegalnych migrantów, niemal otwartym ataku na polską granicę, który „fizycznie niewątpliwie zorganizował Łukaszenka z poparciem Putina”.

Jak podkreślił prezes partii rządzącej tego rodzaju atak może się teraz „zaostrzyć z udziałem wagnerowców”, którzy – jak nadmienił Kaczyński – „ćwiczą 3 lub 4 km” od Kodnia, w którym przemawiał lider Zjednoczonej Prawicy.

 „Robimy wszystko, by tego rodzaju prowokacje odeprzeć z łatwością” - zadeklarował Jarosław Kaczyński i dodał, że „ta granica stała się w tym momencie tak niebezpieczna, że te zabezpieczenia na niej są niewątpliwie konieczne”.

„Nasza armia lądowa w niedługim czasie będzie najsilniejszą na całym kontynencie. Pamiętajmy bowiem, że sojusznicy zawsze bronią tych, którzy sami potrafią się bronić. Gdyby Ukraina upadła w pierwszych tygodniach czy miesiącach, mielibyśmy dziś nie wojnę, lecz jedynie jakiś problem dyplomatyczny” – skonstatował w Kodniu wicepremier Kaczyński.