Przypadł mi zaszczyt przedstawienia kandydata na Prezydenta Warszawy. Zależy mi na Warszawie, zależy mi na niej przede wszystkim jako Polakowi, a po drugie jako człowiekowi, który się tutaj urodził i przeżył prawie 75 lat, a więc jestem z tym miastem bardzo ściśle związany” – mówił Kaczyński.

Jak przypomniał były premier RP, w przeszłości prezydentem polskiej stolicy był również jego brat ś.p. Lech Kaczyński.

„Warszawa jest wyzwaniem jako miasto. Mamy tutaj do czynienia z całą masą problemów, które przede wszystkim odnoszą się do tego, jak się tutaj mieszka, jak w istocie wygląda los warszawiaków, związany z tym, co wynika ze sposobu funkcjonowania miasta, a to jest w ogromnej mierze zależne od jego władz” – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS nie ma wątpliwości, że przed przyszłym prezydentem Warszawy jest „bardzo wiele do zrobienia”.

Zdaniem Kaczyńskiego urzędujący prezydent Warszawy z ramienia Platformy Obywatelskiej Rafał Trzaskowski do istniejących już wcześniej problemów dołożył nowe, które „wypływają z pewnego typu ideologii, która została tutaj przyjęta, i która w wielu wypadkach w żadnym razie nie odnosi się do rzeczywistych interesów, do dobrego, spokojnego, bezpiecznego, wygodnego sposobu życia mieszkańców”.

Kaczyński oświadczył, że kandydatem PiS w wyborach na urząd prezydenta Warszawa będzie były wojewoda mazowiecki dr Tobiasz Bocheński.

„Pan doktor Tobiasz Bocheński, człowiek, który spełnia wszelkie wymogi w sferze intelektualnej. Trzeba być bardzo wyrobionym intelektualnie i znającym historie myśli, myśli europejskiej, wolnościowej, by z pełną świadomością podejść do wszystkich problemów” – przekonywał Jarosław Kaczyński.

37-letni Bocheński jest prawnikiem a zarazem byłym wojewodą łódzkim i mazowieckim.

W swoim piśmie informującym o własnej dymisji ze stanowiska wojewody mazowieckiego, które skierowane zostało w grudniu do nowego premiera Donalda Tuska, dr Tobiasz Bocheński pisał m.in.: „Pańskie poglądy, działania, zaniedbania, wybory życiowe, jak i przyświecające Panu wartości stanowią zaprzeczenie wszystkiego, co winno leżeć nie tylko u podstaw dobrego rządu, ale również być spoiwem polskiego życia publicznego. Każda chwila bycia instytucjonalnie kojarzonym z takim premierem jak Pan jest dla mnie dyshonorem”.