Stuhr w poniedziałek ok. godz. 17 na al. Mickiewicza w Krakowie potrącił motocyklistę i – jak podawały media – próbował oddalić się z miejsca zdarzenia, ale został zatrzymany przez innego uczestnika ruchu poprzez zajechanie mu drogi. Poszkodowanemu motocykliście na szczęście nic poważnego się nie stało.

Jak się okazało, o czym jako pierwszy poinformował portal tvp.info, znany aktor miał 0,7 promila alkoholu i przyznał, że przed jazdą pił wino.

Było mi smutno i przykro, bo człowiek o jego statusie – były rektor, wspaniały artysta i człowiek, który zabiera głos w sprawach publicznych, kontrowersyjnych tak zwanych, czyli politycznych, niekoniecznie bliskim władzy – powinien uważać. To znaczy każdy powinien uważać. Ja jestem przeciwna przekraczaniu prędkości i jeżdżeniu pod wpływem. Faktem jest, że, jak to mówią, nie wypił za dużo, we Włoszech "by to przeszło", ale nie powinien tego robić, zwłaszcza że jest w takim wieku, że trzeba szczególnie uważać za kierownicą. Może ma słabszy refleks. A ja wiem coś o tym – powiedziała w rozmowie z "Super Expressem" Agnieszka Holland.

Znana reżyserka jest też przekonana, że widzowie i fani aktora mu wybaczą zaistniałą sytuację.

Na szczęście nic się nie stało. Gdyby coś się stało, o nie wybaczyłby sobie tego do końca życia – dadała.

Syn Jerzego Stuhra zamieścił na Facebooku oświadczenie aktora, w którym przyznaje się on do spowodowania kolizji, ale zaprzecza jakoby miał próbować zbiec z miejsca zdarzenia.

"Bardzo żałuję i przepraszam, że wczoraj podjąłem tę najgorszą w moim życiu decyzję o prowadzeniu samochodu. Deklaruję pełną współpracę z organami powołanymi do wyjaśnienia wczorajszego incydentu. Jednocześnie chciałem zapewnić, że wbrew doniesieniom medialnym, nie zbiegłem z miejsca zdarzenia, lecz zatrzymałem się na życzenie jego uczestnika i razem oczekiwaliśmy na przyjazd policji" – czytamy w oświadczeniu Stuhra na Facebooku.