Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco

a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły

nie rozstąpi się w przepaść

Rzeki nazbyt leniwe nieskore do potopów

rycerze śpiący w górach będą spali dalej

więc łatwo wejdziesz nieproszony gościu

Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą

śmieszni karbonariusze spiskowcy wolności

będą czyścili swoje muzealne bronie

przysięgali na ptaka i na dwa kolory

A potem tak jak zawsze - łuny i wybuchy

malowani chłopcy bezsenni dowódcy

plecaki pełne klęski rude pola chwały

krzepiąca wiedza że jesteśmy - sami

Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco

i da ci sążeń ziemi pod wierzbą - i spokój

by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu

najtrudniejszego kunsztu - odpuszczania win

***

- Kiedy jeszcze mnie wspomniałeś przy jednym z najpiękniejszych Twoich wierszy, było mi bardzo trudno wstrzymać łzy, to było również związane ze wspomnieniami sprzed wielu lat, gdzieśmy parę dni, czy może nawet więcej, spędzili razem w małym hoteliku przy Saint-Lazare, zdaje mi się, że to było wczoraj, a przecie tyle czasu minęło. Ten Twój starszy brat, który puka Ci do okna nieśmiało i płacze, że go Napoleon nie lubi, wstrząsa tak samo jak wtedy, i ta parka dzieci, która idzie do szkoły, gdzie gościnnie gotujesz grób wrogowi naszego kraju. Ja naprawdę nie chcę używać zbyt mocnych słów, ale ciągle szukam tajemnicy tej magii, która mną wstrząsa, czym? paru słowami, które tak, a nie inaczej zestawione są tajemnicą Twojej magii, staram się zanalizować, dlaczego one wstrząsają jak naprawdę tylko parę wierszy, które znam, i nie można nie uwierzyć, że te oszczędne słowa wywołują takie wrażenie magiczne, bo są genialne.

(Z listu Józefa Czapskiego do Zbigniewa Herberta, z dnia 11 listopada 1988).