Reklama nosi tytuł „These Guys” (Ci faceci) i zaczyna się od słów: „Decyzje dotyczące zdrowia reprodukcyjnego należą do najbardziej osobistych, jakie kobieta kiedykolwiek podejmie”. I kontynuuje: „Są to wybory, które powinny być podejmowane przez ciebie i twojego lekarza, a ostatnimi ludźmi, którzy powinni być w to zaangażowani, są ci faceci”. Następnie jest seria wypowiedzi republikańskich kandydatów na prezydenta USA: Donala Trumpa, Rona DeSantisa, Tima Scotta.
W reklamie cytuje się słowa Trumpa: „To ja pozbyłem się [werdyktu] Roe kontra Wade” – chodzi o unieważnienie przez Sąd Najwyższy werdyktu z 1976 r., który zalegalizował aborcję w USA. Z kolei z wypowiedzi gubernatora DeSantisa przytoczono słowa: „Wierzę w kulturę życia”. Tima Scotta przedstawiono jako mówiącego: „Gdybym był prezydentem Stanów Zjednoczonych, dosłownie podpisałbym najbardziej konserwatywną ustawę pro-life, jaką można przeprowadzić przez Kongres”.
Trumpa zacytowano też, gdy mówił w 2016 r., że kobiety, które dokonały aborcji, powinny liczyć się z „jakąś formą kary”. Były prezydent wycofał się potem z tych słów, o czym rzecz jasna w nagraniu się nie wspomina. Tym opiniom przeciwstawiono działalność administracji Bidena, która dąży do kodyfikacji unieważnionego wyroku „Roe kontra Wade” z 1976 r. jako prawa federalnego i przeciwstawia się federalnemu zakazowi aborcji. Całość kończy się stwierdzeniem, że dopóki Biden i wiceprezydent Kamala Harris będą sprawować urząd, „decyzje o twoim ciele będę podejmowane przez ciebie, nie” przez republikańskich polityków.
Oprócz organizacji National Right to Life, reklamę skrytykowali też inni pro-liferzy. Marjorie Dannenfelser, przewodnicząca organizacji Susan B. Anthony Pro-Life America, potępiła „ekstremizm” Bidena i stwierdziła, że „Biden dawniej przyjmował zdroworozsądkowe ograniczenia aborcji w oparciu o naukę”. Jednak „obecnie on i jego partia idą krok w krok z radykalnym lobby aborcyjnym” i domagają się „aborcji na żądanie w jakimkolwiek okresie z jakiegokolwiek powodu”.
Dannenfelser zauważyła też, że „dzisiejsi Demokraci nawet blokują ochronę dzieci, które urodziły się żywe w wyniku nieudanej aborcji”. Jej zdaniem „Amerykanie zasługują na to, by wiedzieć”, jaką granicę wyznaczają kandydujący politycy, jeśli chodzi o możliwość zabijania nienarodzonych.
Kampania reklamowa Bidena nie jest niczym zaskakującym, gdyż ten nominalnie „katolicki” prezydent konsekwentnie wspiera wbrew nauce Kościoła wszelkie działania na rzecz rozszerzenia dostępu do aborcji, stosując także dekrety prezydenckie. Wspomaga też finansowanie organizacji promujących za granicą mordowanie nienarodzonych.
Niestety także republikańscy kandydaci nie opowiadają się za całkowitym zakazem aborcji. Jedynie Scott oraz Mike Pence zobowiązali się do zakazu mordowania nienarodzonych po 15 tygodniu ciąży.
