Duchowość to wrażliwość na to, co w człowieku jest niewidzialne, a któż jest bardziej wrażliwy niż dziecko?!
Pamiętam parę lat temu przyszło do mnie małżeństwo z malutkim dzieckiem. Miało ono ogromny problem z zasypianiem, stale budziło się w nocy i było niespokojne. Poprosili oni o modlitwę. Oczywiście, pobłogosławiłem to dziecko, ale zainteresowali mnie bardziej jego rodzice. Spytałem, kiedy ostatni raz byli u sakramentów, jak często się modlą? Mieli problem z wiarą. Chodzili od dłuższego czasu od lekarza do lekarza i nikt nie potrafił pomóc dziecku, a więc przyszli jeszcze do księdza. Rozmawialiśmy trochę czasu o nich i ich rodzinie [to zostanie tajemnicą]. Efektem była spowiedź, taka z głębi serca. Po jakimś czasie przyszli powiedzieć, że widzą potrzebę Boga w swoim życiu, czego dotychczas nie widzieli, a dziecko od tamtej pory uspokoiło się i zaczęło się wysypiać.
Przypominam sobie kilkuletnie dziecko, które przyprowadzili do mnie jego rodzice, prosząc, bym się nad nim pomodlił. Odpowiedziałem, że dzieci tylko błogosławię, a modlę się nad rodzicami. Tamten chłopiec miał lęki, koszmary senne, ciągle płakał, czegoś się bał... Rodzice byli z nim u psychologa i psychiatry dziecięcego, ale bez efektu. W czasie rozmowy znaleźliśmy najbardziej możliwą przyczynę sytuacji [nie wprowadzam w szczegóły]. Zaprosiłem ojca tego dziecka na modlitwę, w jej trakcie wyrzekał się on pewnych rzeczy. Dziecko nie uczestniczyło w tej modlitwie i prawdopodobnie nawet o niej nie wiedziało, a jednocześnie skutek był przedziwny - problem lęków u dziecka zniknął. Oczywiście, zachęciłem rodziców, aby przynajmniej jeszcze jakiś czas nie rezygnowali z pomocy psychologa dziecięcego. Jednak z tego, co mi wiadomo, rodzina zrobiła „porządek” w domu, wprowadzili nawyk modlitwy rodzinnej i lęki u dziecka już się nie powtarzały.
Pamiętam małą dziewczynkę, która bardzo cierpiała i płakała z powodu bolesnych kolek. Jej rodzice, bardzo pobożni, życzliwi ludzie, poprosili o pożyczenie relikwii patronki tej dziewczynki. Miałem w ówczesnej parafii te relikwie. Zgodziłem się. Przy oddawaniu relikwii opowiedzieli mi, co się wydarzyło. Gdy wieczorem znowu ona bardzo płakała, oboje uklękli przy jej łóżeczku i zaczęli przyzywać wstawiennictwa jej patronki. Ojciec wziął relikwię w rękę i pobłogosławił nimi dziecko. Dziewczynka momentalnie przestała płakać, spojrzała na relikwię i wyciągnęła ku nim rączkę. Jej rodzice stwierdzili, że to nie był gest wyciągnięcia ręki „jak po zabawkę”, ale jakby w kierunku żywej osoby. Kiedy po dłuższym czasie ich spotkałem, opowiadali mi, że ten zdrowotny problem u dziecka już nie wracał.
Poprzez te przykłady chciałem jedynie pokazać Wam, jak wielki wpływ ma wiara rodziców na życie ich dzieci. Nie należy rozumieć tych przykładów tak, że każda choroba, niepowodzenie czy lęk ma na pewno pochodzenie duchowe, lecz jak bardzo poważnie rodzice powinni traktować swoje własne życie modlitwy, życie sakramentalne, bo ich stan duchowy w tajemniczy sposób wpływa na dziecko.
Te przykłady mają zachęcać do kształtowania w dziecku od małego otwartości na Pana Boga i Jego łaskę. Nie potrafimy tego zrozumieć, logicznie sobie poukładać, ale faktem jest, że dzieci są bardzo wrażliwe na świat duchowy, dobro i zło. Oby nigdy świat ich nie otumanił i nie odebrał im tej Bożej wrażliwości.
Ks. Sławomir Wądołek
