W tym roku Marsz Niepodległości przeszedł pod hasłem „Jeszcze Polska nie zginęła”. Organizatorzy chcą w ten sposób zwrócić uwagę m.in. na konieczność obrony polskiej suwerenności w obliczu dążeń do centralizacji Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że Komisja Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego opowiedziała się za przyjęciem zmian traktatowych, które dot. m.in. zniesienia zasady jednomyślności w 65 obszarach i przeniesienia kompetencji w kluczowych dziedzinach z państw członkowskich do unijnych instytucji. Oznaczałoby to, że o najważniejszych sprawach kraju nie decydowałby już parlament, a brukselscy urzędnicy.
- „Jeszcze nigdy od upadku ZSRR polska niepodległość nie była tak bardzo zagrożona, jak teraz”
- pisał dziennikarz Rafał Ziemkiewicz, zachęcając do udziału w wydarzeniu.
Marsz Niepodległości chwilę przed godz. 15 wyruszył z Ronda im. Romana Dmowskiego.
- „Każdy z nas dzisiaj musi podejmować aktywność, działania, by niepodległości nie utracić. Rosja toczy brutalną wojnę na Ukrainie. Wiemy doskonale, że Rosja rości sobie prawa także do państwa polskiego. Nie ma na to naszej zgody! Widzimy zagrożenie z Zachodu. Widzimy, że Unia Europejska dąży coraz agresywniej do federalizacji. A to oznacza likwidację państw narodowych. Oznacza utratę suwerenności”
- mówił ze sceny prezes Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” Bartosz Malewski.
- „Mówimy tym zakusom głośne nie”
- dodał.
Uczestnicy nieśli ze sobą biało-czerwone flagi. Pojawiły się też transparenty z hasłami takimi jak: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, „Tak dla Życia” czy „Warto być Polakiem”. Po około dwóch godzinach dotarli na błonia Stadionu Narodowego, gdzie zaplanowano przemówienia okolicznościowe i koncerty.
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że Marsz Niepodległości przebiegał spokojnie.
