Pani Joanna jest bohaterką reportażu „Faktów” TVN, który od tygodnia rozpala opinię publiczną w Polsce. W reportażu pokazano oburzającą interwencję policji, którą miało wywołać hasło „aborcja”. Policjanci mieli wykonywać opresyjne czynności wobec kobiety w szpitalu, ponieważ ta przyjęła środki poronne. Szybko jednak okazało się, że prawda wyglądała inaczej niż pokazano w reportażu. Opiekująca się panią Joanną lekarka psychiatrii zaalarmowała służby stwierdzając, że zachodzi poważne niebezpieczeństwo targnięcia się przez nią na własne życie. To właśnie możliwość podjęcia przez kobietę próby samobójczej, a nie aborcja farmakologiczna, była powodem działań policji. Mimo to sprawę w rozpoczynającej się kampanii wyborczej próbuje wykorzystać opozycja. Z prezentu od TVN postanowił skorzystać Donald Tusk, który po publikacji materiału zapowiedział „Marsz miliona serc” w przeddzień wyborów parlamentarnych.

- „Bo chodzi o wykorzystanie sytuacji pani Joanny. Nie o wsparcie, nie o zaprezentowanie rozwiązań czy projektów ustaw wspierających kobiety”

- przyznaje posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska.

Dziś pani Joanna wzięła udział w obradach Parlamentarnego Zespołu Praw Kobiet.

- „Po prostu opowiem historię, w której próbowano zrobić ze mnie przedmiot, a ja się na to nie zgadzam. Zaczęło się od tego, że zamówiłam tabletkę poronną, zapłaciłam za nią 330 zł, ale niektórzy tyle nie mają, ja akurat miałam”

- opowiadała kobieta.

Przekonywała, że przyjęcie tabletki poronnej bez kontroli lekarza nie zagroziło jej zdrowiu. Postanowiła też bardzo szczegółowo opisać przebieg aborcji.

- „A w ogóle to jeszcze nie powiedziałam, że ja wtedy, jak brałam tę tabletkę, to miałam tę podpaskę i na tej podpasce, jak już było po wszystkim, tam była taka… Nie wiem, jakby galaretka. Mała taka. Ja sobie na przykład mówię na nią żelek między znajomymi. No, taki żelek tam był. Mój żelek…”

- mówiła.

Następnie opowiedziała o swoim telefonie do lekarki.

- „No, taka głupia byłam. myślałam, że mi udzieli pomocy, ale tak wyszło, że po paru minutach w moim mieszkaniu była policja i pierwsza dziennikarka, z którą się już spotkałam, zapytała mnie, czy policja okazała mi troskę. I ja naprawdę przez moment pomyślałam, dlaczego ona jest taką słabą dziennikarką. Przecież pracuje w mediach. Ale ja wtedy nie wiedziałam, że mówię o tak strasznie oczywistych sprawach”

- relacjonowała.

Mówiła również o pobycie w szpitalu.

- „W tym szpitalu też była policja. I był taki moment, kiedy przestałam być osobą, a przez moment właśnie chyba byłam przedmiotem. Jest strasznie słabo być przedmiotem, bo ja chyba odkąd w sumie pamiętam, to ja nie jestem ofiarą. I teraz też nie jestem i dlatego tutaj siedzę, chociaż w sumie to wolałabym pójść spać czasem”

- opowiadała.

Odniosła się także do kwestii aborcji.

- „Panuje takie przekonanie, że aborcja to jest grzech, przestępstwo, czarna magia, nie wiem, szaleństwo, obłęd… Jakbym się zastanowiła, to bym jeszcze tak długo mnożyła. Ja wiem jak jest, tylko ja się boję, że są takie osoby, które jeszcze nie wiedzą. I w sumie ja wiem, że one są, bo one do mnie piszą, z różnych miejsc, są także w małych miastach. Sądzę, że trzeba mówić”

- stwierdziła.

Wreszcie postanowiła przedstawić się parlamentarzystom.

- „Jestem panią Joanną, dyrektorką muzeum, siostrą, kochanką… Sądzę, że całkiem niezłą”

- podkreśliła

- „Córką, queerem, wariatkom, biedną dziewczyną chorą psychicznie. No i będę mamą, jeśli zechcę”

- dodała.