Wspomniany pasterz mieszkał w Grąblinie i gdy na początku maja 1850 roku doświadczył niezwykłego spotkania z Matką Bożą, był już 63-letnim mężczyzną. Cała historia zaczęła się jednak już niemal cztery dekady wcześniej.
W 1813 roku polski żołnierz Tomasz Kłossowski został ciężko ranny w bitwie pod Lipskiem. Przerażony, zwrócił się do Maryi po pomoc. Zaczął się modlić: „Matko Boża, Opiekunko moja, Panno Najświętsza, Przeczysta, pochyl się nade mną i uratuj mnie. Nie pozwól mi umrzeć. A jeżeli taka jest wola Boga Wszechmogącego, pozwól, bym chociaż wrócił do ojczystej ziemi, i bym tam został pochowany. Matko Chrystusowa, usłysz mnie”.
Matka Boża nie kazała na siebie długo czekać. Ukazała się w złotym płaszczu i koronie na głowie, a do piersi tuliła białego orła. Uspokoiła Tomasza i obiecała szczęśliwy powrót do domu. Żołnierz musiał za to spełnić pewne zadanie. Kazała mu, aby przyjrzał się jej uważnie, a potem znalazł obraz na którym wygląda tak samo jak teraz. Obraz ten miał umieścić w swojej ojczyźnie, tak aby każdy mógł się przed nim pomodlić i uzyskać łaskę: „Tomaszu, błagałeś mnie o pomoc, więc jestem. Matka kocha swoje dzieci. Nie umrzesz tutaj. Wyzdrowiejesz i wrócisz do ojczyzny. Pragnę jednak, abyś odnalazł mój wizerunek, takiej, jaką mnie teraz widzisz. Proszę, przekaż go do publicznej adoracji”.
Po długich poszukiwaniach, w 1836 roku Tomasz Kłossowski odnalazł obraz we wsi Lgota pod Częstochową. Umieścił go na drzewie w Lesie Grąblińskim blisko Lichenia. Przychodził w to miejsce codziennie, aż do dnia swojej śmierci w sierpniu 1848 r. Opowiedział o obrazie w swojej wsi, jednak w tym odludnym miejscu niewielu ludzi mogło się przed nim modlić. Regularnie za to przychodził pobożny pasterz Mikołaj Sikatka.
Na początku maja 1850 roku ukazała mu się Maryja. Mikołaj odmawiał różaniec, gdy podeszła do niego piękna kobieta i powiedziała mu, że jeśli ludzie się nie nawrócą to czeka ich sroga kara: „Ludzie są źli. Jeżeli się nie nawrócą, wybuchnie wkrótce straszna wojna; wielu ucierpi. Pojawi się zaraza i mnóstwo ludzi umrze. Mikołaju, idź teraz do sosny, na której wisi obraz i zrób tam porządek, bo cały naród tu przyjdzie i wiele łask czerpać będzie”. Maryja po tych słowach zniknęła.
Mikołaj jednak nikomu nie przekazał słów Matki Boskiej, bo bał się że zostanie wyśmiany. Któregoś razu, gdy klęczał przed wizerunkiem Maryji znów usłyszał kroki i zobaczył tę samą kobietę, która powiedziała mu: „Ludzie są źli. Obrażają Boga ciężkimi grzechami. Mojego Syna ogarnia gniew i wkrótce ukarze cały świat. Błagam Go, ale nie mogę dłużej powstrzymywać Jego karzącej ręki. Jeżeli ludzie się nie poprawią, wkrótce spadną karzące ciosy. Europą wstrząśnie długa mordercza wojna. Morza zaczerwienią się od krwi. Wielu ludzi poniesie śmierć, a zewsząd będzie słychać płacz wdów i sierot.
Ludzie powinni odmawiać różaniec i błagać Boga o zmiłowanie. Idź do sąsiednich wsi i zbieraj pieniądze na msze święte. Wszyscy, także najubożsi, powinni złożyć jakiś datek, tak by księża mogli odprawić mszę świętą o odwrócenie kar i chorób. Gdy kapłan z przenajświętszą Krwią i Ciałem Chrystusa w rękach stoi przed Bogiem, zawsze sprowadza Boże miłosierdzie, uzyskuje przebaczenie grzechów i wiele łask. Dlatego naród powinien słuchać księży i stosować się do ich napomnień. Inaczej wszystko pójdzie na zatracenie”.
Matka Boska pozostawiła też Mikołajowi szczególne zadanie: „Staraj się Mikołaju, by obraz ten był czczony i należycie chroniony przed zniewagami ludzi niewierzących. Cały naród winien pokutować, a wówczas Bóg poprowadzi go drogą krzyżową ku duchowej świetności. Jeżeli jednak nie dojdzie do powszechnej poprawy, pokuty za popełnione grzechy, do pojednania i pokoju pomiędzy krewnymi i znajomymi, do prawdziwego nawrócenia się, ten nieszczęsny naród spotkają cierpienia i nowe prześladowania. Najlepsi jego synowie zginął w walce, zdradzeni i opuszczeni przez fałszywych sprzymierzeńców”.
Papież Jan Paweł II podczas jednej ze swych pielgrzymek do Ojczyzny odwiedził Licheń 6 czerwca 1999 roku.
