Fronda.pl: Przed nami chyba najważniejszy mecz polskiej reprezentacji w ostatnich latach, zapewne od czasu ćwierćfinałowego spotkania Mistrzostw Europy z Portugalią w 2016 roku. Znów stajemy naprzeciw znakomitej drużyny, uważanej za jednego z głównych faworytów do zwycięstwa w całym mundialu. Stawka jest spora, a Polacy mogą nawet remisem zagwarantować sobie zwycięstwo w całej grupie i stworzyć całkiem realną nadzieję powalczenia w następnej fazie nawet o ćwierćfinał mundialu. Jak pan ocenia szanse polskiej drużyny w starciu z Leo Messim i spółką?

Jerzy Engel (były selekcjoner polskiej reprezentacji w latach 2000-2002, prowadził polską kadrę na mistrzostwach świata w 2002 roku): Oceniam nasze szanse naprawdę bardzo wysoko. Oczywiście przed mundialem rzeczywiście wydawało się, że Argentyna jest zdecydowanie jednym z głównych faworytów do zdobycia mistrzostwa świata. A jednak wydaje mi się, że obserwując formę tego zespołu podczas trwającego mundialu w Katarze, można te spostrzeżenia dotyczące siły argentyńskiego zespołu nieco zweryfikować. Dlatego uważam, że nie jest to aż tak bardzo groźny przeciwnik, jak mogłoby się wydawać jeszcze przed rozpoczęciem turnieju. Oczywiście jest to zespół z wieloma bardzo solidnymi piłkarzami oraz wielkim Leo Messim. Wszyscy mogliśmy się jednak przekonać w dwóch poprzednich meczach Argentyńczyków rozgrywanych w naszej grupie, z jak dużą trudnością przychodzi im odnoszenie zwycięstw na tych mistrzostwach świata.

A jednak przyglądając się bliżej reprezentacji Argentyny, widzimy, jak skuteczna i szczelna w swych poczynaniach defensywnych jest ta ekipa. Na przestrzeni ostatnich ponad trzech lat, łącznie w 31 meczach, zaledwie dwukrotnie Argentyńczycy tracili w meczu więcej niż jedną bramkę - a konkretnie dwie -  w tym w mundialowym już spotkaniu z Arabią Saudyjską. Czy zatem ten środowy mecz polskiej reprezentacji z Argentyną może wyglądać podobnie jak nasze starcie z Meksykiem, gdzie właściwie przez cały mecz będzie może jedna, jedyna szansa na zdobycie gola, którą po prostu trzeba będzie wykorzystać, bo już się nie powtórzy?

To prawda, tak rzeczywiście może być, ale zwróćmy też jednak uwagę na fakt, że w tym konkretnym meczu nawet bezbramkowy remis absolutnie wystarcza naszej reprezentacji do osiągnięcia celu. Przecież to nie my musimy pokonać Argentynę, tylko to ona nas, by myśleć o awansie do dalszej fazy rozgrywek. Tak więc to nasi środowi rywale są na tzw. musiku, po prostu potrzebują za wszelką cenę zwycięstwa, podczas gdy my znajdujemy się w naprawdę komfortowej sytuacji, w której remis w zupełności nas zadowoli. Argentyńczycy znajdują się więc położeniu, w którym są zmuszeni grać o zwycięstwo, a przez to bardziej się otworzyć i zaatakować. A wówczas wydarzenia na boisku mogą się potoczyć w ten sposób, że taktyka naszych rywali, którzy siłą rzeczy bardziej muszą skupić się na poczynaniach ofensywnych kosztem własny defensywy, spowoduje że tych potencjalnych szans na zdobycie gola nasza reprezentacja będzie miała więcej niż we wspomnianym meczu z Meksykiem.

Uważa pan, że jest realna szansa na to, iż polskiej reprezentacji uda się zagrać na zero z tyłu z zespołem o tak wielkim potencjale ofensywnym, jakim dysponują Argentyńczycy? Dotychczas udało nam się, jako jednej z nielicznych drużyn na tym turnieju nie stracić gola, ale powiedzmy też sobie szczerze, że i siła rażenia zespołu argentyńskiego w porównaniu z Meksykiem czy Arabią Saudyjską jest jednak znacznie większa.

Troszkę są lepsi, to prawda. Widać jednak, że nasz zespół dobrze się czuje w tej grze defensywnej. Może nie jest ona piękna dla oka i atrakcyjna dla kibiców, ale jednak gramy skutecznie i wciąż nie straciliśmy bramki. W genialnej formie na tych mistrzostwach jest nasz bramkarz Wojciech Szczęsny. Dlatego uważam, że jeśli zagramy naprawdę solidnie w tyłach, to uda nam się nie stracić gola w tym kluczowym meczu i to my awansujemy dalej.

Argentyńczycy zazwyczaj znajdują się w posiadaniu piłki zdecydowanie częściej niż ich boiskowi rywale, wymieniając między sobą naprawdę imponujące ilości celnych podań: aż 529 z Arabią Saudyjską i 464 z Meksykiem. Polacy odpowiednio 236 z Arabią i 241 z Meksykiem. Czy polskich kibiców czeka więc toczący się na naszej części boiska mecz pełen nerwów i emocji, z ogromną dominacją Argentyny oraz liczenie na kontrę tak skuteczną, jak choćby ta z meczu z Arabią Saudyjską, kiedy to Piotr Zieliński dał nam prowadzenie?

Argentyńczycy rzeczywiście wymieniają piłkę bardzo często, ponieważ ich gra opiera się w ogromnej mierze na krótkich podaniach. Ale ja biorę tu pod uwagę również inne aspekty i elementy gry w ocenie tego zespołu. Poza tym nawet w tym fakcie dominowania i częstego utrzymywania się przy piłce oraz wymieniania znacznej ilości krótkich podań przez reprezentację Argentyny upatruję szansę dla Polski. Druga strona medalu przy tego rodzaju sposobie gry jest bowiem taka, że jeśli się bardzo często wymienia piłkę to wtedy łatwo o błąd. I myślę, że Argentyńczycy również ze względu na swój styl gry łatwo mogą się pomylić. A my mamy odpowiednich zawodników, którzy tego typu błędy rywali będą potrafili wykorzystać, skutecznie kontrując Argentynę. Bardzo liczę na to, że takie dwie, trzy kontry wykorzystamy. Pamiętajmy również o tym, że kapitan polskiej reprezentacji i jej najlepszy strzelec - Robert Lewandowski po zdobyciu upragnionego mundialowego gola w meczu z Arabią Saudyjską, czuje się już mentalnie na pewno zupełnie inaczej niż po meczu Meksykiem i w związku z tym jest ogromna szansa na to, że będzie na boisku jeszcze bardziej skuteczny. I między innymi także z tego powodu jestem po prostu optymistą przed tym meczem.

Nie sposób nie zapytać o piłkarza, który już jest legendą futbolu, choć przecież wciąż gra. Czy da się w ogóle zneutralizować poczynania boiskowe tak genialnego zawodnika, jak Leo Messi? Z Meksykiem pokazał, że nawet nie błyszcząc na przestrzeni całego spotkania, jedną akcją, w zaledwie kilka sekund, może odwrócić losy meczu. Jak polscy reprezentanci powinni zagrać przeciwko argentyńskiemu gwiazdorowi światowego futbolu, by spróbować zniwelować niebezpieczeństwo grożące nam z jego strony?

My gramy dobrze asekuracyjnie w środku pola. W tej chwili ta para pomocników: Krystian Bielik-Grzegorz Krychowiak naprawdę bardzo dobrze radzi sobie w formacji środkowej, grając przed naszą linią defensywną. Dlatego nie sądzę, żeby zneutralizowanie w tym meczu Messiego stanowiło jakiś olbrzymi problem. Oczywiście należy też w tym wszystkim pamiętać o tym, że Leo Messi może i nie biega dużo, ale biega za to niezwykle mądrze. A kiedy dostaje piłkę jest szalenie niebezpieczny. Tak więc trzeba go za wszelką cenę odciąć od podań. I to będzie główne zadanie naszych zawodników.

Rywale Argentyńczyków na tym mundialu wyłapują znaczne ilości żółtych kartek, bo i jest tam po faulach na kim te kartki zbierać. „Albicelestes” w ofensywie to nie tylko Messi, ale również choćby Angel di Maria z Juventusu czy Lautaro Martinez z Interu Mediolan. Skutek tego ofensywnego potencjału Argentyny jest taki, że Meksyk w meczu przeciwko niej nałapał tych żółtych kartek - 4, a Arabia Saudyjska aż 6. Czy konfrontując to choćby z kontekstem naszego ostatniego meczu na mundialu z Arabią Saudyjską, gdzie po zaledwie niespełna 20 minutach spotkania aż trzech polskich piłkarzy miało już na koncie po żółtej kartce, a nasz obrońca Matty Cash stąpał po bardzo cienkiej linii, grając na granicy kartki czerwonej - istnieje tu jakaś poważna obawa, że środowy mecz możemy toczyć w liczebnym osłabieniu?

Wie pan, z tego co do tej pory możemy zauważyć to jednak ostatecznie czerwonych kartek jest, póki co, na tym mundialu jak na lekarstwo. Mamy za to na tych Mistrzostwach Świata naprawdę przepiękne mecze. I myślę, że ten środowy pojedynek Polski z Argentyną również będzie piękny. Oczywiście w sytuacji, gdy presja i stawka meczu są tak wysokie - wszystkiego można się spodziewać. Mam jednak nadzieję i zakładam, że żadnemu z naszych zawodników nie puszczą nerwy i nie będziemy musieli toczyć i kończyć tego meczu w liczebnym osłabieniu. Myślę, że nasza reprezentacja spokojnie poradzi sobie z tym zagadnieniem i tego typu problemów, jakie miał wspomniany Cash w spotkaniu z Arabią Saudyjską rzeczywiście już nie będzie.

20 lat temu to pańska reprezentacja dała polskim kibicom mnóstwo radości, awansując po 16 latach bez udziału w wielkich turniejach - na mundial w Korei Południowej. Pamiętamy tamte lata mundialowej posuchy, a potem tę gigantyczną radość po awansie prowadzonej przez pana kadry do mistrzostw świata. Pan również zagrał na mundialu 20 lat temu swój mecz o wszystko, z bardzo silną Portugalią, mecz bardzo otwarty i odważny. A jednak klasa Portugalczyków okazała się wówczas dla nas nie do przeskoczenia. Pan nie dysponował wówczas, jak dzisiejszy selekcjoner piłkarzami Barcelony czy Juventusu. Cieszyliśmy się wtedy, gdy polscy piłkarze grali w Schalke czy Panathinaikosie. Po prostu zupełnie inna epoka, inny potencjał. Czy z perspektywy czasu uważa pan, że mogliśmy realnie ugrać wówczas cokolwiek więcej na tamtym mundialu? Czy cokolwiek pan by zmienił, w sposobie przygotowania zespołu czy choćby w zakresie decyzji personalnych?

Raczej bym już nie wracał do tamtego okresu w historii naszej piłki. Był to wówczas zupełnie inny stan polskiego futbolu. I tak, jak pan mówi, cieszyliśmy się wówczas nawet z tego, że jacyś nasi piłkarze grają we w miarę liczących się klubach silnych lig zachodnich. A jednak  tamta reprezentacja, którą prowadziłem była to naprawdę fantastyczna grupa polskich piłkarzy, którzy chcieli dużo osiągnąć. I swoją ambicją, zaangażowaniem i determinacją sprawili nam oni wówczas wiele radości. Dlatego nic bym nie zmieniał, jeśli chodzi o tamten zespół. Była to drużyna, w którą ja wierzyłem, a i oni mieli swoje marzenia, które bardzo pragnęli zrealizować. Okazało się, że możliwości realizacji tych marzeń pozostały na poziomie awansu do mistrzostw świata. To i tak było czymś fantastycznym jak na tamten okres i jak na tamte możliwości polskiego futbolu. Udało nam się wówczas przełamać pewną barierę niemocy, również w sferze psychologicznej i dzięki temu zbliżyć się do świata wielkiej piłki. Zagraliśmy po wielu latach przerwy na wielkiej imprezie piłkarskiej i za to bez wątpienia należy się szacunek tamtej reprezentacji.

A czy można było osiągnąć więcej? Zawsze można osiągnąć więcej. A jednak okazuje się z perspektywy czasu, że dopiero po upływie ponad 20 lat obecna reprezentacja Czesława Michniewicza osiągnęła na mundialu większą zdobycz punktową niż tamta, prowadzona wówczas przeze mnie kadra. Natomiast jakiekolwiek porównywanie obu tych ekip raczej nie miałoby większego sensu. Dziś mamy do dyspozycji najlepszego napastnika na świecie – Roberta Lewandowskiego oraz kilku innych znakomitych graczy z topowych europejskich klubów, w oparciu o których można budować silną reprezentację. 20 lat temu personalnie na pewno tego typu porównywalnych atutów absolutnie nie mieliśmy. Mimo, że jak już mówiłem, też mieliśmy wówczas fajnych zawodników, którzy dali nam sporo radości.

Mamy obecnie znakomite pokolenie polskich piłkarzy, które jednak poza ćwierćfinałem Euro 2016 nie potrafiło przekuć swego talentu i umiejętności w jakiś wymierny sukces narodowej reprezentacji. Podczas jednej z odpraw na katarskim mundialu trener Michniewicz mówił o świetnym, doświadczonym kręgosłupie naszej drużyny: Szczęsny w bramce, Glik na obronie, Krychowiak w pomocy, Lewandowski w ataku. Czy dla tego pokolenia, a nawet konkretniej - dla tego właśnie kręgosłupa tej kadry to już naprawdę ostatnia szansa na osiągnięcie czegoś większego na wielkim turnieju? Upływ czasu jest nieubłagany…

Zdecydowanie, upływ czasu jest nieubłagany. I tak, uważam, że dla tej kadry to naprawdę ostatni taki moment. Natomiast przyjdą następne generacje młodych zdolnych polskich piłkarzy, których naprawdę mamy. Myślę, że w przyszłości będzie to właśnie siłą naszej reprezentacji, że są zmiennicy, są wartościowi piłkarze, którzy wchodzą do kadry i potrafią dodać swoją grą jakości na boisku. Już teraz jest przecież Arkadiusz Milik, są Krzysztof Piątek i Karol Świderski - są następcy Lewandowskiego. W środku pola też znajdą się piłkarze, którzy będą potrafili tę grę polskiej kadry pociągnąć. Dlatego można powiedzieć, że ta zmiana jakościowa, jeśli chodzi o liczbę dobrych polskich piłkarzy, którzy grają w dobrych zachodnich klubach, ale również w polskich zespołach - jest naprawdę zauważalna i w związku z tym możemy być spokojni o przyszłość naszej reprezentacji.

Pomimo upływu 44 lat nasz futbol wciąż chyba jeszcze jednak trochę dotknięty jest argentyńską traumą z mundialu 1978 roku, kiedy to mówiło się o najlepszej w historii polskiej drużynie, którą stać miało być nawet na mundialowe złoto. A jednak skończyło się porażką w kluczowym spotkaniu, po świetnym zresztą meczu z gospodarzami tamtej imprezy - Argentyną 0:2 i niestrzelonym wówczas karnym Kazimierza Deyny. Czy w środę wymażemy tę traumę i Argentyna będzie nam się odtąd kojarzyć już głównie z ostatnim grupowym przystankiem do mundialowego sukcesu polskiej reprezentacji w Katarze?

Oczywiście. Jestem bardzo optymistycznie nastawiony do tego meczu. I wierzę, że jesteśmy w stanie nie tylko zremisować, co już  przyniesie nam przecież upragniony awans do następnej fazy turnieju, ale nawet wygrać z Argentyną.

Bardzo dziękuję za rozmowę.