- „Składam wam uroczyste przyrzeczenie. Dzień po wyborach, dzień po zwycięstwie pojadę i odblokuję pieniądze z KPO. I wszyscy to odczujemy”

- mówił Donald Tusk spotykając się ze swoimi sympatykami w Sopocie.

Podobną obietnicę składał już w marcu ub. roku, kiedy oświadczył, że poleci do Brukseli „dopiąć sprawę polskich pieniędzy”. Na obietnicach się jednak skończyło.

Zapewnienia Donalda Tuska skomentował w rozmowie z PAP Jacek Saryusz-Wolski. Eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości podsumował jego wystąpienie jako „opowiadanie bzdur”. Najpierw wskazał, że „polska dobrze sobie daje radę bez tych bezprawnie skonfiskowanych pieniędzy”. Odniósł się też do stwierdzenia byłego lidera EPL, wedle którego Polska jest jedynym krajem, który nie korzysta ze środków z unijnego Funduszu Odbudowy.

- „Wbrew temu co mówi Tusk nie jesteśmy jedynym krajem, który tych pieniędzy jest pozbawiony. Krajów, które z różnych powodów nie otrzymały środków z Funduszu Odbudowy i Odporności (RRF) jest w sumie pięć”

- zauważył.

Wyjaśnił, że „niektórzy nie chcą tych pieniędzy, bo one są znaczone”.

- „Są tak uwikłane i obwarowane różnymi warunkami, że niektóre kraje dochodzą do wniosku, że im się to się nie opłaca. Jeżeli dostaję pieniądze, które muszę spłacać jak każdą inną pożyczkę, a ktoś mi dyktuje na co mogę wydać, na co nie mogę, i co muszę zrobić, żeby móc je wydać - takie pieniądze są bardzo niekomfortowe, mówiąc eufemistycznie. W pewnym momencie zabieganie o takie środki przestaje być opłacalne”

- powiedział.

Polityk przypomniał również zabiegi polityków totalnej opozycji, która zabiegała o sankcje przeciwko Polsce.

- „To pan Tusk sprawił, że Polska nie dostaje należnych jej pieniędzy”

- przypomniał.

- „To on z trybuny Parlamentu Europejskiego w Strasburgu poparł sankcje przeciwko Polsce, tym samym zdradzając jej fundamentalne interesy. Jest w tym jakaś logika - jeżeli zatrzymał pieniądze dla Polski, to można by sądzić, że może je odblokować. Swojemu człowiekowi Berlin i Bruksela powinny poluzować. Pytanie, czy nie jest tak, że Brukseli jest na rękę, by w sytuacji przeogromnych problemów z dopięciem budżetu unijnego, część tych pieniędzy do Polski - nieważne kto nią rządzi - w ogóle nie trafiła? Wydaje się, że tak właśnie jest”

- dodał.