Polityk zwrócił uwagę, że władze Niemiec i Francji wychodzą z założenia, iż „każdy kryzys, każda okazja jest dobra, żeby zwiększyć swoją pozycję i władzę”.
- „Wojna Rosji przeciwko Ukrainie stawia na porządku dziennym jej przyjęcie do UE z większą nagłością, niżby to bez wojny wyglądało. Przy tej okazji Berlin i Paryż chcą upiec swoją pieczeń, tzn. zmienić ustrój Unii. Chodzi o stworzenie unijnego superpaństwa. Nawet nie federacji, bo w federacji części składowe są w miarę równoprawne. Natomiast system, w którym wielcy - czyli kondominium niemiecko-francuskie wraz ze swoimi akolitami z Beneluksu - będą mieli dużo do powiedzenia, a pozostali będą musieli się podporządkować, jest z gruntu niedemokratyczny. Jedni będą mieli głos, a drudzy tego głosu zostaną pozbawieni”
- wyjaśnił.
Wskazał, że maksymalny cel to całkowite zniesienie prawa weta i przeniesienie do kompetencji unijnych takich dziedzin jak polityka zagraniczna, obronność, ochrona granic, środowisko czy edukacja. W ten sposób państwa spoza „grupy trzymającej władzę” zostałyby sprowadzone do roli pozbawionych suwerenności landów.
- „Oddanie weta w egzystencjalnych obszarach, takich jak polityka zagraniczna, bezpieczeństwo, czy podatki to oddanie niezbywalnych atrybutów suwerenności. To jest budowa superpaństwa z hegemonem na czele, a nie wspólnoty państw suwerennych, czy federacji”
- podkreślił.
Przestrzegł, że jeśli dzisiejsza opozycja przejmie władzę w Polsce, zgodzi się na wszystkie postulaty unijnego establishmentu, które dziś jej europosłowie popierają w Parlamencie Europejskim.
