Izrael i Iran to kraje, które są sobie z założenia wrogie. Irańscy politycy nie gryzą się w język, mówiąc wprost o zamiarach unicestwienia „syjonistycznego reżimu”. Podobnie rzecz wygląda w Izraelu, gdzie od lat opracowywane są plany ataku na Iran.
Izrael od dłuższego czasu atakuje irańskie instalacje i różnego rodzaju obiekty zlokalizowane w Syrii. Dzisiejszy atak po raz pierwszy wymierzony był w kompleks budynków irańskiej ambasady w Damaszku.
Siły Obronne Izraela, zgodnie ze swoją dotychczasową praktyką, odmówiły komentarza w sprawie. Irański ambasador Hossein Akbari stwierdził, że w ataku zginęło co najmniej pięć osób. Sam ambasador nie ucierpiał. Akbari zapowiedział także „dotkliwą” odpowiedź Iranu.
Jak donoszą irańskie media, w ataku zginął Mohammad Reza Zahedi – jeden z dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Korpus to elita irańskich sił zbrojnych, która zajmuje się obroną osiągnięć rewolucji islamskiej za granicą, co w praktyce oznacza intensywnie podejmowane przez tę jednostkę działania dywersyjne na terytoriach innych krajów.
Izraelskie ataki na zlokalizowane zagranicą cele irańskie nasiliły się po rozpoczęciu przez Izrael wojny w Strefie Gazy. Żydowskie jednostki starają się niszczyć także transporty broni, jakie Iran wysyła swym sojusznikom.
