Z inicjatywy byłych prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego wczoraj odbyło się spotkanie opozycji poświęcone kwestiom bezpieczeństwa. Zdaje się jednak, że jego głównym celem było osiągnięcie porozumienia ws. przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. W wydarzeniu udział wziął również Jarosław Gowin, który zdążył już wczuć się w rolę polityka totalnej opozycji. Lider Porozumienia postanowił zaatakować europosła PiS prof. Zdzisława Krasnodębskiego, który mówił o zagrożeniu polskiej suwerenności ze strony Zachodu.

- „Tu dotykamy zasadniczej linii podziału politycznego w naszym kraju. Ci którzy mówią o zagrożeniu Polski ze strony Unii Europejskiej działają, niezależnie od swoich intencji, obiektywnie w interesie Rosji”

- przekonywał.

Szef Porozumienia mówił również o „bezsensownym konflikcie z Niemcami”, który ma prowadzić polski rząd.

Czy atakując swoje niedawne środowisko, Jarosław Gowin zyskał przychylność totalnej opozycji i miejsce na jej listach wyborczych? Okazuje się, że niekoniecznie.

- „Jeżeli pan mnie pyta, czy ja opowiedziałabym się za rządem, którego członkiem jest Jarosław Gowin, to od razu mówię - nigdy i na pewno nie. Czułabym się tak, jakbym do rządu wzięła kawałek Jarosława Kaczyńskiego. Nie wyobrażam sobie przyszłego rządu z Jarosławem Gowinem”

- mówiła dziś na antenie RMF FM wiceszefowa Platformy Izabela Leszczyna.

- „Jarosław Gowin jest konserwatywnym konserwatystą. Nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem chadeckim, europejskim, otwartym. Gowin przez 7 lat psuł państwo polskie i nie może być dla niego miejsca w przyszłym rządzie. Nie słyszałam, żeby ktoś mówił, że na listach opozycji ma się znaleźć Jarosław Gowin. Rozmawiamy o listach z Polską 2050, Lewicą, z PSL-em”

- podkreśliła.