"Kaczyński już w zeszłym roku ściągnął z takich państw ponad 130 tysięcy obywateli; 50 razy więcej niż w 2015 roku. Te wizy będzie można dostawać łatwo i szybko, i będą je rozdzielać zewnętrzne firmy, bo tak dużo jest zamówień " - mówił Tusk.
Straszył następnie polityką PiS, który ma chcieć zalać Polskę migrantami z krajów islamskich, takich jak Iran, Katar czy Pakistan.
"Donald Tusk wierzy, że Polacy nie widzą jego odklejenia od rzeczywistości! Panie Tusk, zapora na granicy naprawdę stoi, a opluwane przez was służby działają świetnie. Polacy są dziś bezpieczni. To my, a nie wy, sprzeciwiamy się PRZYMUSOWEJ RELOKACJI IMIGRANTÓW z krajów muzułmańskich" - uważa minister edukacji Przemysław Czarnek.
"Le Pen i AfD mogą pozazdrościć! Jaki rasizm, antyislamizm i ksenofobia! To jest twarz postępowej Polski? Jestem wstrząśnięty" - stwierdził z kolei publicysta Grzegorz Kuczyński.
"Zestawianie, i de facto stawianie znaku równości - między pracownikami kontraktowymi, przyjeżdzającymi do Polski na podstawie czasowych umów firm - z nielegalnymi imigrantami - to szczucie na tych legalnych pracowników. Nie spodziewałem się rasizmu i ksenofobii w kampanii Tuska" - uważa dziennikarz Wojciech Wybranowski.
"Jutro pewnie konferencja PO przed meczetem w Warszawie" - czytamy na Twitterze Marcina Dobskiego. "Ściąganie imigrantów do Polski to niebezpieczeństwo. Gdyby Marsz Niepodległości był przed wyborami, to Donald Tusk pewnie byłby pewnie na jego czole" - stwierdził Dobski w swoim kolejnym wpisie.
"Pan Premier straszy imigrantami zarobkowymi. Którzy u nas pracują i płacą składki na ZUS. Uchodźcami nie starszy zwłaszcza tymi, których Putin z Łukaszenką nam na granicę podrzucali" - uważa prof. Robert Gwiazdowski - polityk, doradca podatkowy.
"To Grzesiek Braun?" - ironicznie spytał historyk Sławomir Cenckiewicz.
"Jednak najlepsze jest stwierdzenie Tuska o przywróceniu kontroli naszych granic… tego bym nie przewidział! Po ruchu bezwizowym z Rosją w przeszłości i całej sprawie hybrydowych działań na granicy z Białorusią, gdzie jak mówił biedni ludzie szukali szczęścia…" - kontynuował Cenckiewicz.
"Byłem pewien, że to przebrany za Donalda Tuska Człowiek Bóbr. On naprawdę sądzi, że ludzie to kupią? Nagle uznał, że przyjazd do pracy ludzi np. z Indii Polsce zagrozi? Są jakieś granice absurdu?” - spytał dziennikarz TVP Jacek Łęski.
