W komunikacie przypomniano, że w przypadku zakończenia wykonywania mandatu w trakcie kadencji, posłowie mają obowiązek rozliczenia otrzymanych od Kancelarii Sejmu środków.
- „Posłowie mają na to 30 dni od wygaśnięcia mandatu poselskiego”
- napisano.
- „W związku z upływem tego terminu Kancelaria Sejmu skierowała do obu byłych posłów na Sejm X kadencji korespondencję przypominającą o konieczności dokonania rozliczenia”
- poinformowano.
W rozmowie z PAP do sprawy odniosła się rzeczniczka marszałka Katarzyna Karpa-Świderek.
- „Ponieważ mandat pana Wąsika i pana Kamińskiego wygasł, w momencie kiedy zostali skazani prawomocnym wyrokiem, a pieniądze ryczałtem zostały wypłacone z góry na koniec grudnia za styczeń, to te pieniądze powinni w ciągu 30 dni zwrócić. Ten termin już upłynął, więc będziemy prosili o zwrot. Natomiast nie chcemy oczywiście, żeby było tak, że jeżeli te pieniądze zostały wypłacone pracownikom biur poselskich, żeby ci pracownicy te pieniądze zwracali. Uważamy, że ta sytuacja nie powinna odbić się na pracownikach biur poselskich”
- powiedziała.
Marszałek Sejmu ignoruje postanowienia Sądu Najwyższego i uparcie stoi na stanowisku, że mandaty posłów Kamińskiego i Wąsika wygasły. Narrację tę skomentowała wczoraj na antenie telewizji wPolsce.pl prof. Anna Łabno.
- „Jesteśmy w sytuacji (…) jednoznacznej. Było ułaskawienie, jest decyzja wobec obydwu posłów Izby Kontroli i Spraw Nadzwyczajnej SN, która uznaje, iż mandatów nie utracili, a zatem obowiązkiem marszałka Sejmu jest po prostu dopuścić ich do normalnej pracy”
- wyjaśniła konstytucjonalistka z Uniwersytetu Śląskiego.
Podobnego zdania jest prof. Ryszard Piotrowski.
- „Sąd Najwyższy w składzie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych ocenia zasadność tego odwołania i stwierdza, czy jest skuteczne, czy nie. W tym przypadku stwierdził, że jest skuteczne. Dlatego marszałek Sejmu nie może teraz recenzować tego postanowienia. Ma je po prostu wykonać. I to jest wszystko”
- mówił niedawno prawnik w rozmowie z red. Jackiem Karnowskim.
Marszałek Hołownia powołuje się jednak na argument, wedle którego Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie jest sądem.
- „Jest on częściowo trafny w odniesieniu do spraw, w której IKN miałaby stosować prawo europejskie, bo TSUE uznał, że ta izba nie ma niezbędnych cech sądu, zatem nie jest sądem prawa europejskiego. W pozostałym zakresie jednak, tam, gdzie komponentu europejskiego nie ma, ta izba jak najbardziej jest sądem”
- podkreślił konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
