„Jeżeli przychodzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a kordon byłby tylko ludzki i ktoś kogoś by popchnął, w tłumie nie jesteś w stanie – nawet przy dobrej woli manifestujących – kontrolować pewnych rzeczy, to ktoś mógłby się przewrócić, o coś uderzyć, ktoś mógłby zostać popchnięty. My tego nie chcieliśmy” – dodał w rozmowie ze swoim byłym pracodawcą tj. stacją TVN.

Hołownia wczoraj podjął decyzję o umieszczeniu przed Sejmem barierek, co sam wcześniej bardzo ostro krytykował. Dodał także, że barierki będą się pojawiały przed Sejmem w „sytuacjach koniecznych”.

Były prezenter telewizyjny pożalił się także, że posłowie PiS mieli grozić mu, że zrobią w Sejmie „drugi Kapitol”. Nawiązał w ten sposób do wtargnięcia na teren Kapitolu zwolenników Donalda Trumpa po przegranych przez niego wyborach prezydenckich w USA.

„Już mi grozili, że zrobią w Sejmie drugi Kapitol, że będzie drugi Sejm w sali kolumnowej, że my jeszcze nie wiemy, co to znaczy opozycja, że teraz to mi pokażą” – powiedział.

Posłowie PiS mieli także grozić Hołowni zakłócaniem obrad Sejmu poprzez… „seryjne śpiewanie hymnu”. Anonimowi „pisowcy” mieli także „chodzić i opowiadać, że fizycznie zablokują mównicę”.

W tym ostatnim działaniu nie byliby jednak prekursorami, ponieważ pionierzy blokowania mównicy w Polsce to politycy obecnego obozu rządzącego. Blokadę mównicy kilka lat temu przerwał jednak Ryszard Petru, bohatersko udając się wówczas na wakacje do Portugalii.