Serial „The Last of Us” jest cieszącą się ogromną popularnością adaptacją gry komputerowej pod tym samym tytułem. Opowiada o mężczyźnie, który w dwadzieścia lat po globalnej apokalipsie podejmuje się misji przemycenia poza strefę kwarantanny 14-letniej dziewczynki, która jest nadzieją na znalezienie leku i pokonanie niosącej śmierć choroby.
Już trzeci odcinek serialu wywołał jednak spore kontrowersje. Twórcy zaprezentowali historię dwóch mężczyzn, których połączyło homoseksualne uczucie. Sposób, w jaki historia ta została opowiedziana, nie spodobał się sporej części widowni.
- „Lewacy całego świata szlochają, wzdychają i entuzjazmują się 3. odcinkiem The Last of Us. Odcinek jest banalny, nudny i sztampowy, ale za to jego połowę zajmuje historia homoromansu. Dwóch brodatych facetów śpiewa sobie miłosne piosenki, karmi się truskaweczkami i figluje w łóżku”
- wskazuje w mediach społecznościowych pisarz Jacek Piekara.
Lewacy całego świata szlochają, wzdychają i entuzjazmują się 3odcinkiem "The Last of Us". Odcinek jest banalny, nudny i sztampowy, ale za to jego połowę zajmuje historia homoromansu. Dwóch brodatych facetów śpiewa sobie miłosne piosenki, karmi się truskaweczkami i figluje w łóżku pic.twitter.com/oyKZNgymAy
— Jacek Piekara (@JacekPiekara) January 31, 2023
Na oburzonych serialem oburza się z kolei „Gazeta Wyborcza”, która ocenia jego trzeci odcinek jako „wybitny”.
- „Niektórzy widzowie utkwili jednak mentalnie w 2005 roku, bo i dyskusji podobnych jak po premierze Tajemnicy Brokeback Mountain nie brakuje. Jedni piszą o wciskaniu na siłę wątków homoseksualnych, inni o dopisywaniu przez twórców seriali poprawności politycznej do gry”
- pisze na łamach portalu Wyborcza.pl red. Radosław Czyż.
- „Przypomina to do złudzenia obsesję polskiej prawicy na punkcie tak zwanej ideologii LGBT+, która widać dotarła aż do Hollywood. Czy przykład z trzeciego odcinka The Last of Us boli homofobów bardziej, bo jednym z bohaterów jest prawicowy preppers? Trudno powiedzieć”
- dodaje.
