„Ci ludzie, którzy wypaczają religię, by pasowała do ich bigoterii, dobrze by zrobili, gdyby faktycznie PRZECZYTALI Nowy Testament. Polecam zacząć od [Ewangelii św.] Mateusza” – napisała na Twitterze dziennikarska z „USA Today Sports”.
Z kolei Sarah Spain z kanału ESPN, która prowadzi na nim popularny talk show „Around the Horn”, zasugerowała w swoim komentarzu, że prawo odmowy działań niezgodnych z czyjąś religią w sporcie, jest w rzeczywistości nietolerancyjne, a „także pozwala na to, by odmawiać ludziom opieki zdrowotnej, pracy, mieszkań, dzieci, recept i wszelkich rodzajów praw”. Innymi słowy to nie ci, którzy jak ci gracze broniący wolności sumienia, cierpią, ale „cierpią” ci, którzy chcą im narzucić swoją wizję świata.
Jak zauważył Bobby Burack w tekście na stronie „Fox Sports”: „Spain nie szanuje waszej religii ani jakiejkolwiek opinii, która różni się od jej opinii. Reprezentuje partię tolerancji”. Dalej komentator stwierdził, że „Niezależnie od przekonań religijnych gracze nie powinni być zmuszani do uczestnictwa w wyrachowanej kampanii sprawiedliwości społecznej”. Dodał też, że tzw. „Miesiąc Dumy” jest sposobnością, by napiętnować tych, którzy nie afiszują się rzekomą wrażliwością na potrzeby innych, a jednocześnie pozwala biznesom i „osobom publicznym udawać, że wspierają tęczową flagę” i nie są „antygejowscy”.
Matt Walsh z „Daily Wire” z kolei podkreślił, że jest to typowa „trajektoria” lewicy, która usiłuje „anulować” ludzi za to, że nie noszą tęczowych emblematów: „Najpierw domagają się tolerancji, potem akceptacji, potem świętowania, a następnie uczestnictwa. Nauczcie się mówić nie tym ludziom albo to się nigdy nie skończy”.
Niezależna dziennikarka Abigail Shrier wskazała na absurdalność zarzutów o nietolerancyjności pięciu graczy, którzy przecież nie wygłaszali żadnych antyhomoseksualnych haseł, a po prostu nie chcieli nosić tęczowych barw: „Ruch LGBTQ+ domaga się dostosowania i płaszczenia, jakie rzadko widujemy w Ameryce”.
Dziennikarz sportowy Mike Gunzelman zwrócił uwagę na fakt, że tęczowe emblematy miały być dobrowolne, a okazały się przymusowe. „Ci gracze z Tampa Bay Rays (...) dosłownie chcieli uprawiać sport” – dodał. A tymczasem próbuje się ich publicznie zawstydzać i nazywać bigotami, bo nie chcą uczestniczyć w kampanii wspierającej „sprawy, z którymi się nie zgadzają albo które uważają za odrażające”.
