Konflikt pomiędzy Tajwanem a Chinami zaostrzył się po tym, jak w sierpniu ubiegłego roku na wyspie gościła spikerka Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi.
- Chiny określiły tę wizytę jako "skrajnie niebezpieczną" i oskarżyły Stany Zjednoczone o "igranie z ogniem" – czytamy na portalu wp.pl.
Warto podkreślić, że Pekin w ciągu ostatnich kilku miesięcy prowadził manewry wojskowe wokół Tajwanu, a chińskie myśliwce kilka razy naruszały przestrzeń powietrzną Tajwanu.
Jak podają światowe media, w związku z kolejnym groźbami Chin wobec Tajwanu, zaostrza się konflikt na linii Waszyngton – Pekin. Stany Zjednoczone zdecydowały się na wysłanie kolejnych 200 żołnierzy, którzy wzmocnią dotychczasowy amerykański kontyngent. Amerykańscy żołnierz mają m.in. szkolić tajwańskie jednostki w zakresie obsługi uzbrojenia wyprodukowanego w USA.
Na Tajwanie stacjonuje obecnie 30 żołnierzy USA.
Jak dodał gen. Meiners, zaangażowanie USA na Tajwanie "jest solidne i przyczynia się do utrzymania pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej oraz w całym regionie".
Z kolei The Wall Street Journal zauważa, że zwiększenie obecności USA na Tajwanie jest "największym rozmieszczeniem sił amerykańskich na tej wyspie od dziesięcioleci". Informatorzy gazety, pragnący zachować anonimowość, podkreślają że takie działania Waszyngtonu były planowane "od miesięcy". Decyzje o zwiększeni obecności USA na Tajwanie miałby natomiast zapaść na długo przed zestrzeleniem chińskich balonów szpiegowskich.
Chiny ciągle nie uznają niepodległości Tajwanu, który liczy obecnie 23 miliony obywateli.
