„Ponad 828 milionów ludzi stało w obliczu głodu w 2021 r. (...) Nasze środowisko płonie. Topi się. Wyczerpuje się. Wysycha. Umiera” – snuł swoją apokaliptyczną wizję Turk. I ostrzegał, że jeśli decydenci od środowiska nie podejmą stanowczych i szybkich działań, czeka nas „dystopijna przyszłość”, w której „aż do 80 milionów więcej ludzi” zostanie zagrożonych głodem „do połowy tego wieku”.

Tymczasem w swoim artykule Lewis przytacza spośród wielu kilka przykładów z Irlandii, Holandii, Sri Lanki i Kanady, pokazując, do czego faktycznie prowadzi realizacja „celów klimatycznych”: „Po przymusowej zmianie rolnictwa kraju na organiczne, 90 procent mieszkańców Sri Lanki stoi obecnie w obliczu głodu po tym, jak system rolny się zawalił”. Z kolei w Irlandii „farmerzy mówią, że będą zmuszeni dokonać uboju aż do 1,3 miliona krów, by zrealizować cele klimatyczne. Plany rządu, by zredukować emisje rolnicze o 25 proc. do 2030 r., doprowadzą wielu farmerów do bankructwa”.

Autorka stwierdza zatem, że jeśli dojdzie do głodu na świecie, to „ponownie będzie to wydarzenie wywołane przez człowieka – i nie z powodu zmian klimatycznych, ale z powodu wtrącania się rządów walczących o władzę”. Publicystka przytacza wypowiedź innego dziennikarza, Leo Hohmanna, który zauważył, że „za każdym razem, gdy globaliści ostrzegają przed brakami żywności i głodem, ich rzecznicy w Banku Światowym, ONZ i w administracjach USA oraz ich sojuszników (...) mówią o przejściu na nową i niesprawdzoną formę zrównoważonego rolnictwa, które opiera się bardziej na redukcji metanu, niż na produkowaniu przynoszącej najwyższe zbiory żywności”.

Lewis cytuje znamienny fragment artykułu z agencji Reuters: „Unia Europejska jest podzielona co do tego, jak pomóc uboższym krajom zwalczać narastający kryzys żywnościowy i zaradzić brakom nawozów, które wywołała wojna na Ukrainie, gdy niektórzy obawiają się, że plan zainwestowania w fabryki w Afryce kolidowałby z zielonymi celami UE”. Autorka komentuje ten przykład: „Uświadommy to sobie. Mówią, że jeśli podjęcie kroków, by ocalić głodującą Afrykę, koliduje z zielonymi celami UE, to nie powinniśmy tego robić. To jest, moi drodzy, uosobienie zła”.

Zdaniem publicystki ukrytym celem takich działań jest po prostu redukcja populacji w imię obłąkanej ideologii. Przykłady, jak w imię ideologii doprowadzano do głodu, można znaleźć w historii: wielki głód na Ukrainie czy wielki głód w Chinach. Przejmowanie ziemi przez rząd też nie jest rzeczą nieznaną, gdyż „kto kontroluje jedzenie, kontroluje ludzi”. Różnica jest taka – twierdzi Lewis – że dzisiaj robi się to na skalę globalną. Odwołując się również do historii, doradza zakładanie własnych ogródków, by mieć dostęp do własnej, taniej żywności. Przypomina, że w czasie II wojny światowej, takie uprawy dostarczały w USA od 1/3 do 1/2 amerykańskich owoców i warzyw.