„Rosja nie ma rezerw, by reagować na kryzysy militarne – cały personel wojskowy jest martwy, ranny lub przebywa na Ukrainie. Federacja Rosyjska jest całkowicie pozbawiona ochrony. W regionie Biełgorodu panuje panika, częściowo zorganizowana ewakuacja, ale głównie spontaniczna ucieczka” – czytamy dalej w oświadczeniu partyzantów.
Jak podają media, Moskwa nie nie jest obecnie w stanie kontrolować swoich terenów przygranicznych z Ukrainą. Do sprawy działań rosyjskich partyzantów odniósł się rzecznik rosyjskiego dyktatora Dmitrij Pieskow. Przyznał on podczas konferencji prasowej, że „atak rosyjskich ochotników z Legionu Wolności Rosji i Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego w obwodzie biełgorodzkim »powoduje głębokie zaniepokojenie« głowy państwa” – czytamy na portalu kresy24.pl.
Wolnych Rosjan, którzy dotąd walczyli w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy Pieskow nazwał „ukraińskimi bojownikami”. Ich działania posłużyły mu natomiast do uzasadnienia pełnoskalowej inwazji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę.
- 22 maja bojownicy RDK, którzy walczą na Ukrainie przeciwko rosyjskiej armii okupacyjnej, ogłosili, że przeniknęli na terytorium Rosji. Opublikowali wideo obok znaków z nazwami miejscowości w regionach graniczących z Ukrainą – podaje portal kresy24.pl.
Legion Wolności Rosji po przekroczeniu granicy wydał oświadczenie, że wraz z Rosyjskim Korpusem Ochotniczym „wyzwolił” m.in. osady Kozinka i Góra Podol w obwodzie białogrodzkim Federacji Rosyjskiej. Podano także, że Legion Wolności nadal posuwa się wgłąb terytorium Federacji Rosyjskiej.
