Jak podaje portal onet.pl, córka eurodeputowanej – Maria Thun miała wysłać swoje CV do partyjnego kolegi mamy z Polski 2050, wiceministra cyfryzacji Michała Gramtyki w efekcie czego, drzwi do pracy w resorcie stanęły przed nią otworem.

Zdaniem opisującego całą sprawę portalu, Maria Thun nie zdążyła jednak rozwinąć skrzydeł w nowej pracy, bo już po pierwszym w niej dniu, otrzymała telefon, by nie pojawiała się więcej w biurze.

Przyczyną miała być reakcja Donalda Tuska na wieść o tym, że córka eurodeputowanej Thun dostała pracę w ministerstwie.

Maria Thun nie dostała nadal formalnego wypowiedzenia, ale w pracy pojawiać się nie może.

Największy problem, jak zawsze zresztą w tego typu sytuacjach, mają polscy podatnicy.

Okazuje się bowiem, że Maria Thun, jak czytamy w tekście: „przechodząc do sektora publicznego z zarządu prywatnej korporacji, wynegocjowała sobie, że w razie zwolnienia dostanie odprawę w wysokości sześciomiesięcznej pensji”.

Kwota ta ma wynosić łącznie 252 tys. zł brutto, a do niej należy doliczyć jeszcze przynajmniej jedną pełną pensję, bo niebawem minie miesiąc, jak córka znanej europosłanki wciąż jest zatrudniona w resorcie cyfryzacji.

By żyło się lepiej.