Mariusz Paszko, Fronda.pl: Ambasador naszego kraju w Paryżu Jan Emeryk Rościszewski w wywiadzie, jakiego udzielił francuskim mediom 18 marca stwierdził, że jeśli Ukraina nie zdoła się obronić przed agresją Rosji, to Polska będzie zmuszona włączyć się do wojny. Jego wypowiedź skomentował polski ambasador na Ukrainie, Bartosz Cichocki, który powiedział, że "Przecież to jest oczywiste, że upadek Ukrainy oznacza wojnę w Polsce".
Na te wypowiedzi zareagował były szef MON w rządzie Donalda Tuska, który napisał w mediach społecznościowych, że "pisowscy ambasadorzy” powinni zostać w trybie natychmiastowym zdymisjonowani.
W obronie polski ambasadorów wypowiedział się natomiast szef Komisji Spraw Zagranicznych ukraińskiej Rady Najwyższej, Ołeksandr Mereżko, który napisał: "Ambasador Cichocki jest dla nas, Ukraińców, prawdziwym bohaterem, który był z nami w najniebezpieczniejszym czasie", dodając że to przykre, że w Polsce są nadal politycy pokroju pana Siemoniaka, którzy próbują niszczyć stosunki pomiędzy Ukrainą i Polską.
Jak Pan Generał odbiera takie wypowiedzi polityków na tematy stricte wojskowe, pomijając już nawet fakt, że to są ambasadorzy Rzeczypospolitej Polskiej, a nie PiS-u?

Gen. Waldemar Skrzypczak: Panie Redaktorze, przede wszystkim, jeśli ktoś chce takie sprawy rozstrzygać, to one w ogóle nie powinny być upubliczniane, ponieważ szkodzą wizerunkowi Polski. Świadczy o tym doskonale reakcja ukraińskiego polityka. To przede wszystkim. Od takich spraw jest parlament, są odpowiednie komisje, jak na przykład spraw zagranicznych czy obrony narodowej i tam to się powinno podnosić, a nie publicznie łajać swoich dyplomatów, w sumie to nie wiem za bardzo za co. Skoro bowiem Ukraińcy mówią, że ambasador Cichocki jest super, to w czym tkwi problem? Bardziej byłbym za tym, żeby nakłaniać wszystkich do zdecydowanie większej rozwagi, szczególnie teraz, kiedy za naszą wschodnią granicą toczy się pełnoskalowa wojna. Deprecjonowanie zatem tych, którzy w oczach Ukraińców są osobami bardzo zasłużonymi, jest zdecydowanie nie na miejscu. To Panie Redaktorze wynika niestety ze słabości naszej sceny politycznej.

Jeśli już ma dochodzić – mówiąc żargonem – do pyskówek w tego typu kwestiach, jak już wspomniałem, odpowiednie komisje przy polskim parlamencie są do tego najbardziej odpowiednim miejscem. Nie załatwia się takich sprawa na oczach naszej opinii publicznej i na oczach naszych wrogów także. Tego nie wolno robić.

Włodzimierz Bączkowski, nieżyjący już jeden z najlepszych polskich i światowych sowietologów, zwracał szczególną uwagę na bardzo rozwinięte techniki dywersji, jakie Rosja stosuje się już od czasów caratu, a schedę po opriczynie i ochranie przejęły później służby KGB i FSB. Według Bączkowskiego te działania Rosji polegają na zmasowanym osłabieniu struktury danego kraju, wprowadzaniu konfliktów społecznych, osłabianiu gospodarki i armii, włącznie z pełną demoralizacją społeczeństwa. Po takim dogłębnym procesie dywersji wkroczenie armii rosyjskiej miało jedynie dopełniać formalności, a żołnierze mieliby być – jak podawała propaganda Kremla – witani z otwartymi rękami i kwiatami. Takie działania w przypadku Ukrainy było widać wyraźnie i nadal wychodzą sprawy szpiegów w moskiewskiej cerkwi na przykład czy też inne. Co w takim razie poszło Putinowi i jego wierchuszce nie tak? Czy Putin dał się nabrać na „śpiącego Joe”, czy może na słabość USA podczas wycofywania się z Afganistanu?

Przede wszystkim wywiad rosyjski i otoczenie Putina uprawdopodobniło to, że szybko i łatwo przejmą władzę w Kijowie. Oni byli przekonani, że na Ukrainie jest tylu pro-rosjan, że tak na dobrą sprawę wszyscy właściwie czekają na Putina, jak na wybawiciela. Moim zdaniem nie chodzi o to, czy zawiodła wojna informacyjna, czy jakaś inna forma wojny, ale zawiodły struktury wywiadu rosyjskiego, który miał bardzo złe rozpoznanie co do gotowości elit ukraińskich, jak i samej atmosfery w ukraińskim społeczeństwie.

Czy nie mogła to być pewna dezinformacja prowadzona przez Ukrainę, we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i NATO?

Jeśli ta dezinformacja doprowadziła do takiej wielkoskalowej wojny, to w moim przekonaniu byłaby ona zupełnie chybiona, ponieważ Ukraina została wciągnięta do wojny. Ja bym tego Amerykanom jednak nie przypisywał, a raczej nieudolności wywiadu rosyjskiego. Rosjanie mieli złe rozeznanie co do Zełenskiego i jego otoczenia, tak samo jak co do zmian, jakie w czasie od aneksji Krymu i odłączenia republik separatystycznych nastąpiły w armii ukraińskiej. I po drugie – nie rozpoznali nastrojów społeczeństwa ukraińskiego. Moim zdaniem kluczem tej całej sytuacji albo też główną przyczyną niepowodzenia Rosjan było to, że oni jednak nie rozpoznali nastawienia nastrojów Ukraińców. Od roku 2014 te nastroje i nastawienie zmieniły się diametralnie. Można nawet powiedzieć, że obróciły się o 180 stopni w stosunku do Rosji. Czy oni tego nie dostrzegli? Wydaje się, że tutaj mamy do czynienia z ich głównymi błędami. Co więcej oni uprawdopodobnili to wszystko, czego oczekiwał od nich Putin. Ukraińcy mieli rzekomo czekać z utęsknieniem Putina, a wschodnia Ukraina miała stanąć za nim murem i tak dalej. Jak już wiemy, nic takiego się nie stało. No ale wszyscy mogą sobie później wkładać w usta zwycięstwo, a Rosjanie jednak już tego nie odrobią.

Widoczne były rozgrywki pomiędzy Prigożynem i Kremlem. W efekcie media podają, że po Grupie Wagnera już w zasadzie pozostało jedynie wspomnienie. Czy Bachmut to zemsta Putina na tej organizacji militarnej, która w kilku krajach oficjalnie została już oficjalnie uznana za organizację terrorystyczną?

Proszę zwrócić uwagę, że znaczną część Grypy Wagnera stanowią byli żołnierze. To nie są tylko kryminaliści. Tam dowodzą żołnierze, którzy pochodzą z armii i nie mają z bandytami wcielanymi przez Rosję od jakiegoś czasu nic wspólnego. Ja to natomiast oceniam inaczej. Patrzę na to z innej perspektywy. Przede wszystkim Panie Redaktorze proszę zauważyć, jak obecnie wygląda sytuacja na mapie wokół Bachmutu. Tam wojska rosyjskie na północ od Bachmutu wdzierają się stopniowo w głąb Donbasu, a samo miasto zostawili z tyłu Wagnerowcom. Dla mnie nie jest zagrożeniem Bachmut, ale te natarcia, które wychodzą na północ i południe od niego, w kierunku głębi Donbasu. To jest największe zagrożenie, bo Putin nie walczy o Bachmut – to zostawił Prigożynowi. Kremlowi chodzi o Donbas. Problem więc polega na tym, że nie dostrzega się tych natarć Rosji, które mają miejsce na północ i na południe od Bachmutu, podczas gdy wszyscy skupiają uwagę właśnie na nim, a to przecież zostanie tylko wyspa, jeśli Rosjanom uda się zdobyć pozostałe tereny Donbasu.

Proszę też zwrócić uwagę, że rosyjska propaganda też kumuluje uwagę wszystkich na Bachmucie, co moim zdaniem jest mylące. Operacje okrążające go są jednak największym niebezpieczeństwem dla obrony ukraińskiej i obrony całego Donbasu.

Prywatne organizacje militarne są w rosyjskim prawie zabronione, a taką jest przecież Grupa Wagnera. Czy to jest taka wygodna wymówka dla Putina, żeby nie ponosić odpowiedzialności za jej działania?

Czy w Rosji w ogóle istnieje jakieś prawo poza tym, które ustanawia Putin? W mojej opinii to on tam stanowi prawo swoimi decyzjami i rozkazami. Innego prawa tam nie ma. Poza tym, te regulacje, które tam obowiązują są wyświechtane i nie mają żadnej mocy i to jest powód, dla którego Rosjanie mierzą się z wyzwaniami nazywając się państwem demokratycznym, a nie mają nic wspólnego z demokracją i Grupa Wagnera w niczym im nie przeszkadza. Ta armia jest bardzo sprytnym narzędziem w ręku Putina, ponieważ on tych najemników angażuje jeszcze do załatwiania rosyjskich spraw w Afryce – bardzo mocno wspiera tam rządy autokratyczne i rebelianckie. Takim przykładem jest Republika Środkowoafrykańska i jest tam sowicie przez tamte rządy opłacana. Mało tego, wyciąga z tych państw to, co one mają najcenniejsze, a mianowicie surowce, które nie są niedostępne gdzie indziej, jak złoto, diamenty, lit. Wydaje się zatem, że armia Wagnera jest bardzo dobrym narzędziem dla Putina w realizacji celów strategicznych Rosji, nie politycznych, ale gospodarczych, ekonomicznych i militarnych. To jest główny cel wykorzystywania tej grupy militarnej. Oni przy okazji wykonują tę misję na froncie z Ukrainą. Armia ta skupiła się teraz na przykład na wypędzeniu Francuzów z Mali, a z Republiki Środkowej Afryki Anglików i Belgów. Proszę zauważyć, że oni robią to skutecznie.

Czy Chiny dobrze rozgrywają Rosję? Co pokazuje ostatnia wizyta prezydenta Xi Jinpinga?

W mojej opinii Pekin wasalizuje Moskwę. Rosja jest Chinom potrzebna, ponieważ posiada surowce, ma też historyczne terytoria chińskie, ale tak naprawdę Putin jest już obecnie zakładnikiem Xi, staje się powoli wasalem, ponieważ Putin wie doskonale, że od Xi zależy los Rosji w tej wojnie i jego osobista dalsza przyszłość. Chiny mogą we właściwym momencie wkroczyć i powiedzieć Amerykanom, żeby rozbić pokój w świecie. Ponadto od Xi zależy też w szerszym znaczeniu, co się będzie stanie z Rosją. Nie liczyłbym na to, że Pekin będzie miał jakikolwiek wpływ na Kijów. Trzeba jednak zdecydowanie stwierdzić, że Chiny rozgrywają Rosję dobrze.

Czemu mają w tej sytuacji służyć kolejne pogróżki Miedwiediewa dotyczące użycia broni atomowej, skoro wiadomo, że Pekin jest temu przeciwny?

W moim przekonaniu, Miedwiediewa zdecydowanie nie można już od jakiegoś czasu traktować poważnie, a nawet należy go traktować jako szaleńca, który ma chyba jakiś problem ze sobą. Nie wiem jaki jest to problem, ale zdecydowanie taki, który się leczy. Nie potrafię określić z czego to wynika, czy ze słabości psychiki czy są też jakieś inne przyczyny. Nie zwracałbym natomiast uwagi na to, co mówi Miedwiediew, ponieważ on ciągle mówi co innego i zachowuje się histerycznie. On sam też doskonale wie, że jest marginesem na scenie politycznej Rosji, ale jest też oczywiście tubą, która dociera i jest cytowana.

Washington Post” pisze ostatnio o brakach w wyszkoleniu żołnierzy armii ukraińskiej, oraz o brakach w rezerwach. Czy to jest niepokojące, czy w czasie wojny szkolenia są zwyczajnie przyspieszone i uproszczone?

Oni piszą o faktach. Najlepszych swoich żołnierzy wojsko ukraińskie po roku walk już niestety utraciło, a odpowiednie przygotowanie żołnierza to jest jednak proces. Oni mieli doborowe formacje, ale rok czasu prowadzenie intensywnej wojny spowodował, że ten najlepszy potencjał został niestety utracony. To są zabici i ci ranni, którzy nie mają szansy powrotu na pole walki z uwagi na stan zdrowia. Ukraińcy mobilizują się bardzo mocno, ściągają ludzi do wojska, ale ten stan obecnie w mojej opinii jest niebezpieczny w zakresie kontynuowania długookresowej wojny. Twierdzę, że jeżeli Ukraińcy przygotowują się do ofensywy, to będzie ich stać tylko na jedną, a na więcej. Nie będą mieli obecnie potencjału ludzkiego, żeby móc – jak już wcześniej powiedziałem – prowadzić wojnę długookresową.

Jak wygląda sytuacja z zapowiadanymi przez amerykańskie think tanki ofensyw rosyjskich, które mogą mieć miejsce w najbliższych dnia czy tygodniach?

Rosjanie prowadzą obecnie działania wojenne na sześciu kierunkach. To nie jest ofensywa, ale są to regularne natarcia. Pytanie jest następujące: co oni chcą przez te natarcia osiągnąć? W mojej opinii oni w tej chwili szukają wyłomu czy też miejsca w obronie ukraińskiej, które jest miejscem słabym i które w przypadku zrobienia wyłomu w ukraińskiej obronie na jakimś odcinku – na kierunku jednym z sześciu – pozwoliłoby im rozpocząć ofensywę wielkoskalową. Jednak moim zdaniem oni nie mają już siły na wielką ofensywę. Rosjanie się wyczerpują równie mocno, jak Ukraińcy. W związku z tym tego potencjału też zaczyna im brakować, żeby móc prowadzić dużoskalową i długookresową ofensywę. I oni takiej ofensywy prowadzić już nie będą. Rosjanie teraz przygotowują się do strategicznej operacji obronnej w obawie przed ukraińską ofensywą.

Na Krymie wzrasta ilość ukraińskich ataków, głównie z użyciem dronów. Czy dojdzie w najbliższym czasie do odbicia Krymu?

Proszę zobaczyć, że 20 procent terytorium Ukrainy jest zajęte przez Rosjan. Obwody doniecki, ługański, zaporoski, częściowo są przez nich okupowane. To Ukraińcy zdobyliby Krym, a tamte zostawili? Osobiście uważam, że na tym etapie – jak już mówiłem - Ukraińców stać na jedno uderzenie, którym muszą rozbić część wojsk rosyjskich, wywołać ich destrukcję i zmusić do panicznego odwrotu, a o Krymie niech myślą, ale w przyszłości. Teraz – uważam – nie mają sił na to, żeby planować w najbliższym czasie odbicie tego półwyspu, do którego mają przecież do pokonani 100 kilometrów. Czym i jak mieliby je pokonać?

Czyli w przypadku Krymu będzie to dalsze nękanie Rosjan, żeby osłabiać morale i destabilizować ich formacje wojskowe?

Dokładnie tak. Kluczem do dalszego losu wojny jest to, czy Ukraińców stać na dużą kontrofensywę, która będzie przełomowa i rozetnie połączenie lądowe Krymu z Rosją, czy będzie stać ich na mniejsze operacje okrążające część wojsk rosyjskich oraz ich rozbicie i pozbawienie zdolności do obrony. Proszę pamiętać, że Rosjanie od listopada na kierunku zaporoskim przygotowują obronę, robią okopy, przygotowują pozycje obronne, które już mają obsadzone. Jaką cenę musieliby zapłacić Ukraińcy za przełamanie rosyjskiej obrony na tamtym kierunku? Ogromną.

Jaka w takim razie będzie rola i znaczenie amunicji, czołgów, HIMARS-ów, które w niedługim czasie trafią na Ukrainę?

To oczywiście pomoże, ale w mojej ocenie na jednym wybranym kierunku, który ma być decydujący, a na jakim to już Ukraińcy zdecydują. Moim zdaniem nie będzie ich jednak stać na odbijanie całego terytorium. Oni muszą wywołać destrukcję w armii rosyjskiej jednym zdecydowanym głębokim uderzeniem. Nie stać ich na kilka operacji, żeby odbić w najbliższym czasie całe okupowane przez Rosję terytorium. Mogą je jednak odbić tylko wtedy, jeśli Rosjanie opuszczą w popłochu Ukrainę, po przegranej bitwie.

Uprzejmie dziękuję Panie Generale za rozmowę.