Blisko rok po wysłaniu wojsk na Ukrainę, w czasie podróży prezydenta Stanów Zjednoczonych do Europy, Władimir Putin wygłosił dziś przemówienie przed Zgromadzeniem Federalnym. Rosyjski przywódca powtarzał kłamstwa na temat wojny na Ukrainie przekonując, że sprowokował ją Zachód. Kolejny raz postanowił też sięgnąć po nuklearny szantaż informując, że Rosja zawiesza swój udział w porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi o redukcji zbrojeń strategicznych Nowy START z 2010 roku. To traktat ograniczający liczbę rozmieszczonych głowic do 1550 w każdym kraju i liczbę rozmieszczonych rakiet oraz bombowców do 700 po każdej ze stron. Porozumienie przewiduje również możliwość przeprowadzenia kontroli ograniczeń przez każdą stronę.
Decyzję Władimira Putina skomentował w rozmowie z Wirtualną Polską były dowódca Wojsk Lądowych gen. Waldemar Skrzypczak, w którego ocenie jest to „gest rozpaczy, bo nikt się go nie boi”.
- „To też znak, że Putin stoi nad przepaścią. To jego koniec”
- stwierdził wojskowy.
Przyznał przy tym, że decyzja ta wpisuje się w stosowaną od dawna przez Kreml retorykę straszenia świata arsenałem nuklearnym.
- „Do niedawna wydawało mu się, że same groźby nuklearne są skuteczne, ale wizyta prezydenta USA Joe Bidena pokazała wręcz coś przeciwnego, czyli jeszcze głębszą integrację. Teraz będzie szukał sposobu jak tę jedność Zachodu ponownie rozbić”
- ocenił rozmówca Wirtualnej Polski.
Jednak „Putin jest bezradny, bo na użycie broni nuklearnej nie pozwolą mu przecież Chiny i Indie”. Okazuje się więc, że „król jest nagi”.
