Z zakończenia
Nieograniczonych działań wojennych
(…) „Państwa narodowe” według nowoczesnej koncepcji, która wyłoniła się z pokoju westfalskiego w 1648 r., to już niejedyne podmioty zajmujące najwyższe pozycje w organizacjach społecznych, politycznych, gospodarczych i kulturalnych. Pojawienie się dużej liczby organizacji metapaństwowych, ponadpaństwowych i niepaństwowych, a do tego nieodłączne spory między jednym narodem a drugim, to bezprecedensowe wyzwanie dla władzy państwowej, interesów narodowych i woli narodu (…).
Chociaż granice między żołnierzami a nie-żołnierzami zostały już się zatarły, a przepaść między działaniami wojennymi i niewojennymi prawie nie istnieje, globalizacja sprawiła, że wszystkie trudne problemy zostały połączone i zazębione, i musimy znaleźć do tego klucz. Klucz (…) musi być dostosowany do wszystkich poziomów i wymiarów, od polityki wojennej, strategii i technik operacyjnych po taktykę; musi również być odpowiedni dla jednostek, od polityków i generałów po zwykłych żołnierzy.
Nie udało nam się wymyślić innego, bardziej odpowiedniego klucza niż „nieograniczone działania wojenne”.
_______
Kiedy ponownie przeczytałem te słowa 20 lat po pierwszym zetknięciu się z nimi, nabrały one zupełnie nowego znaczenia. Nie była to wymyślona konkluzja kilku nieznanych myślicieli wojskowych. To był szczegółowy opis misji odrodzenia narodowego. Ton jest oziębły i bezpośredni. Autorzy jak dobrzy żołnierze unikają hiperboli. Ale wykazują pewien geniusz w opisaniu jasnego planu, który czerpie z chińskiej historii, obecnego toku myślenia w partii i przyszłych możliwości. W momencie gdy potęga Ameryki zdawała się być u szczytu, dostrzegli jej słabe punkty i narysowali mapę, jak je wykorzystać. Moi koledzy ze środowiska wojskowego i ja uznaliśmy to za nierealne i nieco dziwaczne. Chiny robiły plany pokonania Stanów Zjednoczonych? Ale w Pekinie Nieograniczonych działań wojennych nie uznano za dziwaczne.
Teraz dopiero rozumiem dlaczego. Działania potwierdzają teorię. Na tak wiele sposobów, które przedstawiłem wcześniej, KPCh postępowała zgodnie z instrukcjami. Kiedy dwa lata temu opublikowałem Niewidzialną wojnę, opisałem serię działań Chińczyków, którzy za pomocą nieuczciwych sposobów dążyli do przewagi w nauce, handlu i innych biznesach. Ale wydawało mi się, że wiele z tych wydarzeń to były jednorazowe ataki, które mogły być wyjaśnione innymi czynnikami. Wiedziałem o Nieograniczonych działaniach wojennych, ale nie studiowałem ich szczegółowo. Głębsza lektura doprowadziła mnie do przekonania, że w naszych kontaktach z Chinami nie ma jednorazowości. Wszystko jest częścią wielkiej strategii i wszystko jest częścią długotrwałej wojny.
Oczywiście istnieją inne klucze do zrozumienia planów KPCh. Nie sugeruję, że nieograniczone działania wojenne to biblia Xi Jinpinga, do której codziennie sięga. Nawet zachodnia doktryna wojskowa ostrzega przed dogmatami. Od czasu do czasu widzieliśmy inne książki, opracowania i przemówienia, które przedstawiają podobne uwagi na temat Ameryki jako wroga i asymetrycznej wojny jako odpowiedzi. Ale moim zdaniem żaden plan nie jest tak jasny jak ten zawarty w Nieograniczonych działaniach wojennych. Zacząłem tę książkę od omówienia dwóch ostatnich skandalicznych działań Chin: przejęcia władzy w Hongkongu i manipulacji pandemią COVID-19. Oba zawierają tak wiele elementów z tekstu pułkowników: kontrola informacji i oszustwo za pomocą technologii, szybkie, skoordynowane ruchy, zaangażowanie organizacji międzynarodowych; pogarda dla rządów prawa; atak za krytykę ze strony Australii z natychmiastowymi sankcjami handlowymi. Oba działania były, przynajmniej na krótką metę, zwycięstwami Chin. I były to zwycięstwa, które nie wymagały oddania ani jednego strzału. Dodam jednak, że być może naruszono z nimi zasadę pułkowników mówiącą o ograniczaniu swoich celów. Główną kwestią do rozważenia w przyszłości jest to, czy KPCh przeceniła swoje siły i czy to przypadkiem nie pokazało jej słabości, którą powinniśmy wykorzystać. Jednocześnie może byliśmy właśnie świadkami generalnej próby przed przejęciem Tajwanu.
Musimy rozmawiać na temat słabości Chin, zarówno po to, by nie być przerażonymi ich potęga, jak i, co równie ważne, abyśmy mogli sformułować bardziej realistyczny kontratak. Musimy zacząć od zaakceptowania tego, że Stany Zjednoczone nigdy nie zmierzyły się z czymś podobnym do współczesnych Chin. W niewiele ponad pokolenie Chiny przekształciły się z biednego społeczeństwa rolniczego w znacznie zamożny kraj z liczną i rosnącą klasą średnią, niewyobrażalnie dużą populacją i rosnącym wpływem na świat. Stany Zjednoczone związały się z Chinami na niezliczone sposoby, głównie z powodu produktów wytwarzanych przez Chiny i kupowanych przez nas – ponieważ pozwoliliśmy przenieść tam tak dużą część naszej produkcji.
Przeciętny obywatel Chin jest dumny z tych osi-gnięć i nie bez powodu. Jak powiedziałem, podziwiam Chińczyków i życzę sobie dnia, w którym nie będzie rządziła nimi totalitarna dyktatura. Ale obawiam się również, że ta narodowa narracja – od ofiary do zwycięzcy – tworzy duże poparcie polityczne dla Xi Jinpinga i jego megalomanii. Szczególnie niepokoi mnie wojsko, gdzie szkolono pokolenia oficerów ChALW, by dążyli do chińskiego odrodzenia i wielkości. Odrodzenie po wiekach upokarzania przez mocarstwa zachodnie i wielkość osiągnięta ich kosztem. To przywołuje analogie zarówno z cesarską Japonią, jak i weimarskimi Niemcami z dziesięcioleci przed II wojną światową. W obu miejscach zraniona duma narodowa, potrzeba zasobów i nowych terenów oraz potężny establishment wojskowy stworzyły nieubłagany pęd ku wojnie. Chiny mogą być na tej samej ścieżce, szczególnie w przypadku Tajwanu.
Nie ma wątpliwości, że przywódcy KPCh patrzą na świat przez zupełnie inne okulary niż Stany Zjednoczone i demokracje w stylu zachodnim. Nie wierzą w wolność, demokrację i rządy prawa. Nie wierzą w swobodny przepływ informacji ani kapitału. Wierzą, że rząd totalitarny jest najlepszą formą kontrolowania ludzkości, popierają dyktatorów o podobnych poglądach i pracują nad tym, aby więcej państw szło tą ścieżką. Chcą stworzyć „wspólną przyszłość dla ludzkości”, jak nieustannie przypomi-na nam Xi Jinping. Oczywiście ma się to odbywać pod dyktando KPCh i zgodnie z jej interesami. Tak więc celem numer jeden Komunistycznej Partii Chin jest przetrwanie partii. A ich wrogiem numer jeden są Stany Zjednoczone.
Ale Chiny mają również długotrwałe i stworzone przez siebie problemy. Mają starzejącą się populację, kurczącą się siłę roboczą, coraz bardziej kontrolowaną przez rząd gospodarkę, kruchy system monetarny nękany ogromnym zadłużeniem oraz opinię światową, która wreszcie zauważyła ich oszustwa i łamanie praw człowieka. Chiny przez długi czas tak zręcznie przejmowały talenty, technologię i kapitał z Zachodu, że zdołały ukryć te słabości pod płaszczykiem bycia niezwyciężonymi.
Chociaż Chiny są na dobrej drodze, aby stać się największą gospodarką świata w następnej dekadzie, ale względem całkowitego produktu krajowego brutto, a nie per capita, który jest znacznie niższy niż w Stanach Zjednoczonych. KPCh chwali się swoją nową klasą średnią – to może być od 300 mln do 400 mln ludzi – ale pozostaje kolejny miliard, którzy nie ma się już tak dobrze. Szacuje się, że 600 mln ludzi żyje za 150 dolarów miesięcznie. I to przy założeniu, że ufamy chińskim danym.
Szalona polityka jednego dziecka sprawiła, że produktywna siła robocza w Chinach już raczej nie będzie rosnąć. Przewaga mężczyzn powoduje problemy społeczne. Rasistowska i izolacjonistyczna kultura tego kraju sprawia, że przepływ siły roboczej do Chin jest mało prawdopodobny. Chiny muszą sobie zdawać sprawę, że ich dominacja w produkcji jest zagrożona. Dlatego Inicjatywa Pasa i Szlaku to ich sposób na odrodzenie. Potrzebują ludności i zasobów krajów należących do inicjatywy, aby zachować swoją władzę oraz władzę tych, którzy rządzą podobnie jak oni.
Chiński rząd ma coraz większą kontrolę nad tym, co już było gospodarką nakazową. Zbyt duże inwestycje w nieruchomości i infrastrukturę – lśniące, puste budynki, którymi lubią się chwalić – to także góry długów, które zdaniem wielu analityków prowadzą do kryzysu finansowego. Jednym z najdziwniejszych ruchów KPCh w 2021 r. było wypowiedzenie wojny chińskim firmom i przedsiębiorcom odnoszącym największe sukcesy; być może partia obawiała się, że stają się oni niezależnymi centrami władzy, które prosperują na zasadach wolnego rynku. Obecnie KPCh rozbudowuje wiele gigantycznych i nieefektywnych firm państwowych mimo historii niepowodzeń podobnych przedsiębiorstw na całym świecie.
Politycznie KPCh – a tak naprawdę prezydent Xi Jinping – zamiast większej wolności przywraca więk-szą kontrolę. Xi zamierza zostać nowym Mao i mianować się prezydentem na całe życie. Lekcja z historii o niebezpieczeństwach krótkowzrocznych rządów jednostek poszła na marne.
Sąsiedzi Chin nie ustępują. ChRL graniczy z silnymi krajami lub jest w ich pobliżu – m.in. z Japonią, Koreą Południową, Tajwanem, Indiami, Australią – które nie chcą, aby Pekin panował w Azji. Nie chcą, aby Morze Południowochińskie stało się chińskim jeziorem. Albo żeby Tajwan poszedł drogą Hongkongu. Jednocześnie wobec firm z tych krajów stosuje się zachęty, które mają sprawić, że będą one widziały gospodarki swoich państw jako nierozerwalnie związane z ekspansyjnym modelem przy-szłego wzrostu Chin.
Ważne jest również to, że nastroje społeczne w wielu częściach świata zmieniły się i zauważono, jakim oszustwem jest „chiński cud”. Wiele krajów cieszyło się z wejścia Chin do „rodziny człowieczej”. I oczywiście czerpało z tego korzyści. Optymiści chcieli widzieć scenariusz, w którym rozwinięty świat czyni dobro i dobrze. Biedne Chiny miały teraz swoje miejsce przy stole i miały się ucywilizować, powiedziały kraje zachodnie, a nasze firmy miały na tym zarobić dużo pieniędzy. Przymknięto oczy na oszustwa i kradzieże technologii i rynków, gdy Światowa Organizacja Handlu i inne podmioty otworzyły ramiona i powitały nowego gracza. Dopiero teraz zaczynamy rozumieć, że ten gracz może być socjopatą. Rozważmy fakty: niezrozumiałe ludobójstwo Ujgurów – potwierdzone przez Departament Stanu USA; ciągłe represje wobec Tybetańczyków; groteskowe pogwałcenie traktatów – i zdrowego rozsądku – przy przejęciu Hongkongu; złowieszcza odmowa pomocy światu w kryzysie wywołanym przez COVID-19, za który sami są odpowiedzialni. To wszystko pokazuje, że nie ma mowy o jednorazowych aktach. To jest zachowanie przestępcze. A przeciętny obywatel świata otwiera oczy. Będziemy musieli poczekać i zobaczyć, czy obudzą się także rządy, biorąc pod uwagę ogromną presję korporacji, by nadal grać w to, co kapitaliści naiwnie uważają za chińską grę.
Ale dla mnie najważniejsze jest to: czy rząd w Waszyngtonie się obudził?
Przez „rząd” rozumiem Biały Dom i kręgi wokół niego, zarówno oficjalne, jak i nieoficjalne, a więc departamenty rządu, komitety Kongresu, think tanki, media i innych wpływowe podmioty. Tworzenie i zmienianie polityki przechodzi przez wielowarstwowe sito w Waszyngtonie. Często jest to proces powolny i pełen przeszkód. Ale czasami pojawiają się zrozumienie i konsensus. Mam nadzieję, że to jeden z tych momentów. I wierzę, że fakty zawarte w tej książce mogą pomóc w zbudowaniu tego konsensusu. Teraz już znają państwo mój punkt widzenia: Chiny są w stanie WOJNY ze Stanami Zjednoczonymi. Jeszcze nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ale kiedy to nastąpi, musimy radykalnie zmienić naszą politykę, aby stawić czoła rzeczywistości.
To nie jest wojna z użyciem sił zbrojnych, jak to wyjaśniają nasi pułkownicy Wang i Qiao. Ale wojna nowoczesna, kompleksowa i skuteczna.
Podczas gdy mówi się, że z perspektywy czasu ludzie wiedzą lepiej, to pułkownicy wiedzieli więcej z góry i przewidzieli zmiany w kierunku używania środków niewojskowych do podważania i powolnego duszenia demokracji na całym świecie. Można zrozumieć, że zachodni eksperci od Chin nie pojęli implikacji zawartych w Nieograniczonych działaniach wojennych w 1999 r., ale niewybaczalne jest, że tak wielu dzisiejszych urzędników państwowych nadal nie rozumie, co robi KPCh. Przekonałem się, że tak jest w moich rozmowach z politykami wyższej rangi we wszystkich zakątkach Waszyngtonu.
Wielu z nas zostało ukształtowanych w przekonaniu, że państwa przestrzegają międzynarodowych praw i traktatów, które dobrowolnie podpisały, i trudno nam sobie wyobrazić, że podpis głowy państwa może być bezwartościowy. Potrzebujemy zupełnie nowych szkieł, aby zobaczyć wschodzące supermocarstwo, które nie jest zainteresowane uczciwością, etyką, prawem ani sprawiedliwością – chodzi mu tylko o poszerzanie swojej władzy wszelkimi niezbędnymi środkami.
Komunistyczna Partia Chin rozumie, że jest w lepszej pozycji, jeśli chodzi o nowe pola bitewne. W rzeczywistości kilka lat temu premier Li Keqiang chwalił się lepszym dostępem Chin do danych na spotkaniu z prezydentem Trumpem. Ponieważ Chiny nie mają prawa zabraniającego rządowi szpiegowania swoich obywateli, KPCh może szpiegować każdego i wszędzie. Dzięki temu mogą gromadzić ogromne ilości danych, aby ulepszyć swoją sztuczną inteligencję. O ile nie będziemy mogli agresywnie konkurować w rozwoju sztucznej inteligencji, to Chiny i inne autorytarne potęgi będą miały ogromną przewagę ze względu na nieograniczony dostęp do danych.
Pułkownicy podkreślają potrzebę zmiany ideologii i sposobu myślenia narodu, zanim będzie on mógł w pełni zastosować nieograniczone działanie wojenne w uprzednio odrębnych domenach – wojskowej, finansowej, kulturalnej, dyplomatycznej itd. Dla przywódców, którzy spędzili całe życie, traktując owe domeny jako oddzielne i rządzące się własnymi zasadami, ta zmiana sposobu myślenia może być niezwykle trudna, jeśli nie niemożliwa.
Na przykład, chociaż łączenie ruchu Black Lives Matter z KPCh może wydawać się przesadą, to ta kwestia społeczna pokazała dokładnie ten rodzaj słabości USA, którą Chiny chcą eksploatować. Podczas pierwszego spotkania KPCh z administracją Bidena w 2021 r. czołowy dyplomata Yang Jiechi skrytykował Stany Zjednoczone, powołując się na protesty BLM: „Wielu ludzi w samych Stanach Zjednoczonych ma niewielkie zaufanie do demokracji w USA”. Ten rodzaj ataku oparty na fałszywej równoważności osłabia nasze wysiłki w zakresie krytyki naruszeń praw człowieka w Chinach.
Rasizm jest również często przywoływany, aby odeprzeć krytykę KPCh. Na przykład, kiedy Chiny zostały skrytykowane za to, że doprowadziły do rozprzestrzeniania się koronawirusa na początku 2020 r., KPCh stwierdziła, że oskarżenie to nie tylko było fałszywe, lecz także był to rasistowski atak na Chińczyków na całym świecie. Tymczasem sama KPCh jest organizacją rasistowską, oskarżaną
o dosłowne ludobójstwo na Ujgurach z Turkiestanu Wschodniego, który KPCh zaanektowała w 1949 r. po chińskiej wojnie domowej. Świat zrobił zdecydowanie za mało, by powstrzymać czystki etniczne Ujgurów.
Pułkownicy przewidywali, że globalizacja i internet umożliwią Chinom wykorzystanie otwartości wolnych społeczeństw i panującej w nich wolności wypowiedzi do oddania głosu i miejsca ideologii takiej jak marksizm. Rzeczywiście, amerykański system uniwersytecki i media społecznościowe stały się głównymi obszarami ataku – sferą, w której zachodnia autocenzura zyskała zwolenników. Modna ideologia cancel culture wywodzi się z marksizmu i tym samym umiejętnie została wykorzystana przez KPCh, ponieważ Amerykanie i obywatele innych wolnych społeczeństw coraz bardziej boją się, że zniszczą swoje kariery, mówiąc coś, co uważa się za obraźliwe.
Wdzieliśmy wcześniej, że nawet aktorzy i gwiazdy sportu, np. John Cena i LeBron James, uważali, że muszą przeprosić Chińczyków za wyrażenie opinii, które były niezgodne z linią KPCh w sprawie Tajwanu, Hongkongu, Ujgurów czy jakiejkolwiek innej kwestii. Gdyby stawiali opór, ich kariery byłyby zagrożone. Te publiczne akty uległości odwracają uwagę od krytyki wobec reżimu KPCh – w tych
w samych Chinach rząd może z dumą głosić, że nawet sławni ludzie z zachodnich demokracji zgadzają się z KPCh. Zmuszanie sławnych ludzi do autocenzury jest bardzo skuteczną bronią w wojnie propagandowej.
Dzięki prezydentowi Trumpowi i niektórym wizjonerom wokół niego konsensus w Waszyngtonie co do bardziej konfrontacyjnego kierunku wobec Chin był większy. Ale według mnie nie wystarczająco duży. Moi byli koledzy z Rady Bezpieczeństwa Narodowego naciskali na nałożenie pewnych ograniczeń na Chiny i uzyskali tu pewne znaczące rezultaty, w tym ograniczania w handlu, zablo-kowanie chińskim firmom powiązanym z wojskiem dostępu do kapitału amerykańskich inwestorów i ochrona amerykańskich sieci telekomunikacyjnych przed chińskim oprogramowaniem. Administracja prezydenta Bidena do tej pory kontynuowała tę politykę, a na Kapitolu panuje nawet ponadpartyjny konsensus, aby ją zaostrzyć.
Jednak prawie cała dyskusja na temat radzenia sobie z Chinami koncentruje się na terminach takich jak „zaangażowanie” i „zarządzanie”. Chiny są postrzegane jako „wyzwanie” lub „konkurencja”, tak jakbyśmy musieli się przygotować do kolejnej rundy mistrzostw świata w piłce nożnej. Na temat Chin padło wiele słów ze strony najlepszych think tanków i analityków, czytanych przez decydentów politycznych. Większość z nich ma dobre intencje. Ale większość z nich się myli. Proszę połączyć to z faktem, że poza rządem istnieją znaczący gracze, którzy nie chcą zauważyć agresji Chin, wygodnie udając, że jest to rutynowa rywalizacja ze strony rodzącego się super- mocarstwa. Ci ludzie czerpią zyski z Chin – głównie firmy z Doliny Krzemowej i Wall Street – i byłoby naiwnością nie doceniać ich potęgi.
Pozostaję jednak optymistą, jeśli chodzi o zdolność Ameryki do konfrontacji z nieograniczonymi działaniami Chin i do kontrataku za pomocą własnej taktyki nieograniczonych działań. Moim celem w tej książce było ostrzec państwa, że musimy zmienić nasze nastawienie do tego, czym jest wojna i jak się ją prowadzić – ale także zapewnić państwa, że nie jest za późno. Nadal nasza gospodarka, technologia i wojsko mają ogromne atuty, co sprawia, że Stany Zjednoczone są latarnią nadziei i wolności na całym świecie. Istnieje wiele konkretnych działań, które możemy podjąć, co opisuję w następnym rozdziale. Musimy tylko wykazać wolę zrobienia tego, co konieczne, aby żyć zgodnie z naszymi najwyższymi i najszlachetniejszymi zasadami.
Na początek trzeba dokonać jasnej i uczciwej oceny wrogości, z którą mamy do czynienia. Musimy postrzegać zagrożenie ze strony Chin jako wojnę. I odpowiadać tak, jak byśmy reagowali na wojnę. To nie jest „wyzwanie” ani „konkurencja”, ani sytuacja, którą należy „zarządzać”. Wojna to wojna. Pułkownicy właśnie nam to powiedzieli. Co z tym zrobimy? Mam kilka pomysłów.
Fragment książki pt. „Wojna bez zasad. Chiński plan dominacji nad światem”, Robert Spalding
"Wojna bez zasad" została wydana nakładem Wydawnictwa Zona Zero.
