„Bardzo dobrze, że Francja i Niemcy się przebudziły. Trochę ten proces trwał, ale w końcu mamy przełom. Amerykanie przekazuja Bradleye, Niemcy – mardery. Amerykanie wysyłają baterię Patriot, Niemcy także swoją dołączają. I nowoczesne technologie natowskie trafiają do Ukrainy. Nie ma innego wyjścia, ponieważ Ukraina jest w ludobójczy sposób atakowana, a ponadto Francja i Niemcy zaczynają bać się też o własne bezpieczeństwo” – powiedział gen. Polko w wywiadzie udzielonym portalowi wpolityce.pl.
Zdaniem byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego rosyjski dyktator Władimir Putin od samego początku usiłuje wciągnąć do wojny Białoruś i „marzyłby o tym, żeby wyprowadzić z kierunku Białorusi jakieś uderzenie, które odcięłoby Ukrainę od systemu zaopatrywania”.
Jednocześnie gen. Polko zauważa, że tego rodzaju ataki oznaczałyby najprawdopodobniej koniec obu dyktatorów, zarówno Putina, jak i Aleksandra Łukaszenki.
Jak przekonuje gen. Roman Polko Władimir Putin nie ma w tej chwili zdolności rozwijania szerszej ofensywy na ukraińskim froncie i bardzo zależy mu na zamrożeniu działań wojennych, by móc odtworzyć swe zdolności bojowe, a potem próbować uzyskiwać kolejne zdobycze terytorialne.
„Putin jest już w narożniku, to nie można dopuścić, aby odrodził się w jakiejkolwiek formie i uderzył po raz kolejny, tak jak uczynił to po 2014 r., gdy część świata – m.in. Francja czy Niemcy – zaakceptowała to, że anektował Krym, licząc na to, że zagwarantuje to pokój. Ta zgoda nie dała jednak takiej gwarancji, Putin stał się jeszcze bardziej agresywny i myślę, że eskalacja nastąpiłaby, gdybyśmy i tym razem pokazali mu, że jesteśmy słabi” – skonstatował gen. Roman Polko.
