Wiele emocji wywołały słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, które padły przy okazji spotkania przywódców państw europejskich w Paryżu.

- „Na tym etapie nie ma konsensusu, by wysłać tam (na Ukrainę) wojska. Niczego nie można wykluczyć. Zrobimy wszystko, co musimy, by Rosja nie wygrała"

- powiedział.

W reakcji na tę wypowiedź europejscy przywódcy, ale również Biały Dom i sekretarz generalny NATO podkreślali, że nikt nie rozważa dziś możliwości wysłania na Ukrainę żołnierzy.

Do sprawy w rozmowie z PAP odniósł się gen. Roman polko, w którego ocenie wypowiedź francuskiego przywódcy nie powinna dziwić.

- „Kiedy Rosja grozi nam bronią atomową, agresją, czy połączeniem z obwodem królewieckim przez Polskę lub Litwę, to trudno nie rozpatrywać również takich scenariuszy. Musimy oczekiwać najlepszego, ale przygotować się na najgorsze”

- zauważył wojskowy.

Zwrócił też uwagę, że dziś już nikt nie ma wątpliwości co do tego, że jeśli Rosji uda się podbić Ukrainę, to zaatakuje kolejne europejskie państwa.

- „Może to zabrzmi brutalnie, ale wiadomo, że lepiej jest toczyć wojnę na obcym terytorium niż na własnym. Chociażby ze względu na to, by zminimalizować narażanie na niebezpieczeństwo cywilów. Jeżeli mamy nie oddać nawet centymetra ziemi, to trzeba rozpatrywać wariant z użyciem wyłącznie wojsk lądowych, by ta wojna nie przeniosła się na terytorium NATO”

- powiedział.

Podkreślił, że są to „naprawdę czarne scenariusze”, ale „armia zawsze musi być przygotowana na najgorsze”.

- „To scenariusz, który zakłada brak pomocy militarnej dla Ukrainy, upadek morale żołnierzy ukraińskich i ludność gotową żyć pod rosyjską okupacją. To bardzo nierealna wizja”

- wyjaśnił.