Choć resort obrony zarządzany przez wicepremier Władysława Kosiniaka-Kamysz ograniczał się do lapidarnego komunikatu w tej sprawie, to jednak niemieckie media sugerują, że w sprawie gen. Gromadzińskiego mogło chodzić o podejrzenie o szpiegostwo.

Odwołanie polskiego dowódcy Eurokorpusu, gen. Polko uznał w wywiadzie dla PAP za „co najmniej dziwne”.

„Poza tym zastrzeżenia budzi forma, w jakiej pan generał został odwołany” – podkreślił były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

„Nieakceptowalna jest także komunikacja, a w zasadzie jej brak, ze społeczeństwem oraz środowiskiem wojskowych. Gdyby się okazało, że w tych niemieckich doniesieniach jest jakiś cień prawdy, że one się wcześniej dowiedziały niż nasze, byłoby to skandaliczne. Jednak pragnę podkreślić, że osoba typowana na tak wysokie stanowisko jak gen. Gromadziński jest wcześniej bardzo mocno prześwietlana przez służby - i to nie tylko nasze. Badane jest, czy jest podatna na korupcję, jakie ma kontakty i gdzie; to jest szczegółowa weryfikacja, rozmawia się z wieloma ludźmi, nie ma tutaj przypadkowości. Wysyłając kogoś do wojskowych struktur Unii Europejskiej, na wysokie stanowisko, ręczymy za niego. Jest tam traktowany jako dyplomata, taki wojskowy ambasador Polski” – przekonywał gen. Roman Polko.

Zdaniem generała „komunikując, że w sprawie tej osoby uruchomiliśmy postępowanie kontrolne, buduje się wrażenie, że to służby rządzą państwem – niczym w putinowskiej Rosji, w której jeżeli kogoś chce się uwalić, to po prostu wszczyna się wobec niego postępowanie kontrolne”.

„Wiem, że generał Piotr Błazeusz, którego znam od podporucznika, to bardzo dobry oficer i z pewnością godnie zastąpi gen. Gromadzińskiego, jednak zachodni wojskowi, patrząc na tę karuzelę z dymisjami i nominowaniami, zastanawiają się, co o nich decyduje – kwestie merytoryczne czy też Polska wstawia do międzynarodowych struktur partyjnych nominatów. Politycy psują naszą opinię w międzynarodowym środowisku wojskowym” – skonstatował gen. Roman Polko.