Agencja AP podaje, że bezpośredni wpływ na decyzje władz stanu Floryda w USA maiły publiczne sprzeciwy rodziców oraz wielu środowisk i ogłoszonego w tym stanie 29 marca ub.r. „Prawa Rodziców Dotyczącego Edukacji”, znanego pod potoczną nazwą „Nie mów, że jesteś gejem” (Don`t Say Gay), które zabrania „udzielania instrukcji na temat orientacji seksualnej i tożsamości gender dzieciom w przedszkolach i w pierwszych trzech klasach szkół podstawowych”.
Władze fundacji Disneya były przez Partię Republikańską i samego DeSantisa konserwatywne już od dość dawne. Powodem było propagowanie tzw. ideologii „przebudzeniowej” (woke ideology) – narzuca ona dzieciom m.in. w różnych zabawach „tematy zupełnie dla niech nieodpowiednie”.
- Sprzeciw wywoływały też zmiany w produktach i tematach rozrywek. Odwiedzających Disneyland przestano np. tradycyjnie witać słowami „panie i panowie, chłopcy i dziewczęta”, ale zaczęto to czynić w jakiś inny „płciowo neutralny” sposób – podaje KAI.
Ponadto zmieniono urzędową nazwę Obszaru Disneya z „Reedy Creek” na „Centralny (Nadzorowany) Obszar Turystyczny na Florydzie” (Central Florida Tourism Oversight Distraict).
Co więcej, zmianie uległ także zarząd Obszaru z prawnikiem Martinem Garcią z Tampy na czele. Zostali oni zastąpieni przez Bridget Ziegler – działaczkę konserwatywną, nauczycielkę i współzałożycielkę organizacji „Mamy za Wolnością” (Moms for Liberty), Rona Petriego – szefa protestanckiej organizacji „The Gathering USA” oraz trzech innych konserwatywnych prawników.
Jak podaje AP, wprowadzone zmiany „nie dotyczą działalności finansowej istniejącego od 50 lat rozrywkowego giganta”.
