2 marca Robert Biedroń pochwalił się w mediach społecznościowych relacją ze spotkania delegacji Lewicy z premier Finlandii Sanną Marin w Helsinkach.

- „Jest porozumienie w zakresie darmowej aborcji dla Polek w Finlandii. Gabinet Sanny Marin chce pomóc Polkom w dostępie do ich podstawowych praw. Finlandia pomoże Polkom. Po otrzymaniu zgody nasze rodzime partie Nowa Lewica i Socjaldemokratyczna Partia Finlandii (Social Democratic Party of Finland) rozpoczynają rozmowy o szczegółach technicznych. W nowej kadencji fińskiego rządu dojdzie do finalizacji postulatu, jeśli gabinet Sanny Marin się utrzyma”

- napisał Biedroń na Twitterze.

Problem w tym, że najwyraźniej zupełnie inaczej spotkanie zapamiętała Sanna Marin. Jak wskazuje Wirtualna Polska, do żadnego porozumienia nie doszło, a o rzekomej obietnicy premier jej gabinet dowiedział się… z tweetu przewodniczącej parlamentarnej grupy Chrześcijańskich Demokratów Päivi Räsänen. Parlamentarzystka wyraziła oburzenie z powodu deklaracji, którą chwalili się polscy politycy. Na jej wpis zareagował gabinet fińskiej premier.

- „Było to grzecznościowe spotkanie trwające około 10 minut”

- poinformowała fińska Kancelaria Premiera.

- „Polska delegacja opisała pani premier sytuację praw człowieka w kraju i wyraziła nadzieję, że w przyszłości uda się zintensyfikować współpracę w obronie praw kobiet w Europie. Podczas spotkania nie padły żadne obietnice”

- zapewniono.

Dziennik „Ilta-Sanomat” poprosił o komentarz asystenta Roberta Biedronia. W rozmowie z fińskimi dziennikarzami Jakub Ratajczak okazała się zdecydowanie bardziej zachowawczy niż jego szef we wpisach na Twitterze.

- „Nie doszło do porozumienia, a ostatecznie i tak było za wcześnie, by o tym mówić. Ustaliliśmy jedynie, że dyskusje na ten temat będą kontynuowane. Premier Marin wyraziła swoje poparcie dla polskich kobiet w kwestii aborcji, ale w tym momencie nie mogła niczego obiecać, zwłaszcza w imieniu rządu”

- wyjaśnił.