Tomasz Stawiszyński przywołuje na łamach „Tygodnika Powszechnego” statystyki dot. eutanazji w Kanadzie, gdzie ludzi zabija się nawet z powodu samotności. 17 proc. przeprowadzonych w ub. roku eutanazji w Kanadzie wynikało z oceny własnej sytuacji jako „nieznośnej izolacji i samotności”. W zasadzie więc zamiast pomagać ludziom rozwiązywać ich problemy, pomaga się im popełnić samobójstwo.

Na szczęście statystki te „wystawiają na próbę” wcześniejsze „głębokie przekonania” autora, który przyznaje, że był przekonany o potrzebie „prawa” do śmierci w pewnych sytuacjach.

- „Cóż, jakkolwiek jestem przekonany, że możliwość bezpiecznej, godnej, spokojnej śmierci, kiedy wszystkie scenariusze leczenia zostały już wyczerpane, a jedynym horyzontem jest przedłużające się, nieznośne cierpienie, to jedno z fundamentalnych praw, jakie powinny człowiekowi przysługiwać – patrzę na te statystyki z wielkim niepokojem”

- czytamy.

Chociaż z opisu sytuacji można wnioskować, że autor słusznie nie zgadza się na uporczywą terapię, to pisze on o eutanazji. Nie o zgodzie na śmierć, a o celowym doprowadzeniu do śmierci.

Do stanowiska dziennikarza „Tygodnika Powszechnego” odniósł się na łamach portalu PCh24.pl Paweł Chmielewski, który podkreśla, że jest ono niepokojące z uwagi na uznanie „w niektórych przypadkach” eutanazji.

Odnosząc się do danych na temat eutanazji w Kanadzie Chmielewski wskazuje, że wynika ona z przyjęcia idei o „życiu niewartym życia”. Wartość życia wyznacza się na podstawie „radości” i „nieszczęść”. Jeśli jest więcej „nieszczęść”, należy pomóc człowiekowi w odejściu z tego świata. Publicysta przywołuje przy tym sytuację w Belgii i Holandii, gdzie eutanazji poddawane są już nie tylko osoby chore.

- „Oczywiście, idzie to jeszcze dalej, gdy dotkniemy problemu osób niezdolnych do podejmowania racjonalnych decyzji: i nie chodzi tylko o chorych psychicznie. Tam choćby, gdzie pojawia się cierpienie dzieci, to nie one decydują, ale ich rodzice, nierzadko pod wpływem lekarzy. I nie chodzi tu tylko o chore niemowlęta, które zabija się na mocy tak zwanego protokołu z Groningen. To także eutanazja dojrzalszych już dzieci”

- wskazuje autor.