Przypomnijmy, że w grudniu ub. roku Parlamentem Europejskim wstrząsnął skandal korupcyjny. Okazało się, że wielu ważnych unijnych urzędników dało się skorumpować przez władze Kataru i Maroka. Od początku mówi się jednak również o wpływie służb rosyjskich na prace Parlamentu Europejskiego. Jeden z takich wątków ujawnił europoseł Dominik Tarczyński. Główna bohaterka afery korupcyjnej, była wiceprzewodnicząca PE Eva Kaili miała mieć związki z rosyjskim oligarchą. Iwan Sawwidis, który finansował separatystów na Ukrainie, miał też… finansować kampanię wyborczą Kaili.

Do rosyjskiego wątku afery korupcyjnej w Brukseli w wywiadzie dla portalu i.pl odniósł się premier Mateusz Morawiecki.

- „Dziś już wiemy, że w korumpowaniu europarlamentarzystów pojawiły się również ślady rosyjskie. Nasz minister spraw wewnętrznych niebawem ujawni dokumenty dotyczące wpływu rosyjskich służb, które korumpowały europosłów”

- oświadczył szef rządu.

Zaznaczył, że chodzi o eurodeputowanych „nie z Polski”. Jednocześnie zwrócił uwagę, iż są osoby, które wpisują się w rosyjską propagandę, m.in. podważając zasadność wprowadzonych przez rząd środków w celu ochrony granicy polsko-białoruskiej.

- „Białoruski atak na polską granicę, poprzez sztucznie wywołaną migrację był wstępem do agresji rosyjskiej na Ukrainę. Był próbą podważenia spójności Unii Europejskiej, a także próbą destabilizacji Polski, tak byśmy w momencie ataku Rosji na Ukrainę nie mogli już przyjąć ukraińskich uchodźców. Ta próba się nie powiodła, ale niestety wciąż są publicyści i działacze polityczni po stronie opozycji, którzy tego nie rozumieją”

- powiedział premier.