Rosjanie wciąż nie dopuszczają ekspertów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej MAEA do okupowanej elektrowni jądrowej w Zaporożu. Rosjanie obecnie próbują odłączyć elektrownię od ukraińskiego systemu elektroenergetycznego i podłączyć do rosyjskiego. Kontynuują przy tym ostrzał w jej okolicach. Strona ukraińska poinformowała, że pięć rosyjskich rakiet spadło dziś obok spawalni i miejsca przechowywania materiałów promieniotwórczych, a pięć kolejnych w pobliżu remizy strażackiej niedaleko elektrowni. Ostrzał ten uniemożliwił planowaną na dziś zmianę personelu elektrowni.
- „Zaporoska elektrownia jądrowa działa, jednak działa z ryzykiem naruszenia przepisów dotyczących promieniowania i bezpieczeństwa pożarowego. Wiemy na pewno, że wojska rosyjskie sprowadziły m.in. czołgi, transportery opancerzone bezpośrednio na teren elektrowni jądrowej. Ponadto okresowo ostrzeliwują go. W rezultacie w jednym z bloków energetycznych zadziałał nawet alarm awaryjny, a to już ociera się o terroryzm nuklearny”
- podkreślał pełnomocnik prezydenta Ukrainy ds. praw człowieka Dmytro Lubiniec.
Ostrzałem elektrowni Rosjanie próbują zastraszyć Zachód. Jakub Wiech z portalu defence24.pl uspokaja jednak, że zniszczenie elektrowni jądrowej bronią konwencjonalną jest praktycznie niemożliwe.
- „Konwencjonalna broń i amunicja, której używa artyleria i której używają żołnierze, nie jest w stanie zniszczyć potężnych ścian opasających reaktory”
- mówił ekspert na antenie Polskiego Radia 24 w marcu, po zajęciu elektrowni w Zaporożu przez najeźdźców.
Po dzisiejszych incydentach głos w sprawie zabrał sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres.
- „Wzywam siły zbrojne Rosji i Ukrainy do natychmiastowego przerwania wszelkich działań militarnych w najbliższym otoczeniu elektrowni, do nieprzeprowadzania ataków na ten obiekt oraz wycofania z jego terenu żołnierzy i uzbrojenia, a także nierozmieszczania tam nowych oddziałów”
- oświadczył.
