W rozmowie z greckim dziennikiem "Kathimerini", Erdogan stwierdził, że Netanjahu "osiągnął poziom, który wzbudziłby zazdrość Hitlera w związku z jego ludobójczymi metodami". Turecki przywódca nie ukrywa oburzenia tym, jak Izrael traktuje ludność Gazy.
Według Erdogana, Izrael bezwzględnie atakuje kluczową infrastrukturę cywilną - karetki pogotowia, punkty dystrybucji żywności oraz konwoje humanitarne. W efekcie tych działań, mieszkańcy Strefy Gazy skazywani są na głód, pragnienie i brak dostępu do lekarstw.
Erdogan nie ma wątpliwości, że takie praktyki Izraela stanowią rażące naruszenie rezolucji ONZ, prawa międzynarodowego i praw człowieka. Porównując sytuację w Gazie do obozów koncentracyjnych, turecki prezydent podkreśla, że tamtejsza ludność od lat jest skazana na ograniczone zasoby i cierpi z powodu izraelskiej blokady.
Erdogan stwierdził ponadto, że Palestyńczykom odebrano prawo do życia. Zaznaczył, że ich opór byłby niepotrzebny, gdyby mieli oni własne państwo w granicach sprzed 1967 roku - taka deklaracja padła zresztą ze strony Hamasu.
Ostra retoryka tureckiego prezydenta pokrywa się z doniesieniami, że Międzynarodowy Trybunał Karny rozważa wydanie nakazów aresztowania Netanjahu oraz innych członków izraelskiego rządu. Powodem mają być zarzuty o utrudnianie dostaw pomocy humanitarnej do Gazy i nieproporcjonalną reakcję Izraela na ataki Hamasu.
Coraz głośniejsze głosy potępienia pod adresem Izraela, a także perspektywa międzynarodowych sankcji, to wyraz narastającego kryzysu w relacjach Tel Awiwu z państwami muzułmańskimi. Rośnie presja na Netanjahu, by znalazł on pokojowe rozwiązanie wieloletniego konfliktu z Palestyńczykami.
