Eksport morski ropy naftowej z Rosji wzrósł od początku kwietnia o 10 proc. W ciągu czterech tygodni do 12 maja osiągnął poziom 3,61 mln baryłek dziennie (bpd) – wynika z danych o tankowcach wypływających z rosyjskich portów. To oznacza ciągły wzrost, bo w okresie 7 kwietnia – 5 maja było to 3,55 mln bpd. Eksport ciągle rośnie, mimo że Rosja oficjalnie ogłosiła ograniczenie produkcji ropy o 500 tys. bpd do końca 2023. To sprawia, że część analityków wątpi w prawdziwość tej deklaracji. Prawie cały eksport morski trafia do Chin i Indii, a reszta do „nieznanych” miejsc w Azji, co i tak oznacza, że ostatecznie wyląduje w rafineriach Chin, Indii lub jeszcze ewentualnie Turcji. Z roli Indii w faktycznym omijaniu sankcji przez Rosję zdaje sobie sprawę Zachód. Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell wspomina o przeciwdziałaniu temu procederowi przez kraje UE, ale muszą to być działania rządów krajowych – uderzające w firmy, które importują z Indii paliwa wyprodukowane z rosyjskiej ropy. Co wcale nie będzie łatwe, ani politycznie, ani technicznie. Tymczasem rosyjska ropa drożeje, co jest dobrą informacją dla budżetu federalnego, zwłaszcza w połączeniu ze wspomnianym wzrostem eksportu. Średnia cena eksportowa ropy klasy Urals w kwietniu wyniosła 58,63 USD za baryłkę. To o prawie 23 proc. więcej niż w marcu i bardzo blisko pułapu cenowego 60 USD za baryłkę Urals ustalonego przez kraje G7 w celu ograniczenia wpływów do rosyjskiego budżetu. W ten sposób kurczy się też różnica między Urals a Brent.

Grzegorz Kuczyński

Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie think tanku Warsaw Institute.

[CZYTAJ TEN ARTYKUŁ]