Fronda.pl: Wydaje się, że nie ma sensu dyskutować o tym, że na Przewodów spadła rosyjska rakieta. Czy uważa Pan to za przypadek, czy celowe działanie, mające na celu „wybadanie gruntu” przez Rosję?
Dr Witold Sokała (ekspert w zakresie polityki bezpieczeństwa europejskiego oraz walki informacyjnej i studiów strategicznych): We wtorkowy wieczór mamy wciąż na stole trzy hipotezy. Pierwsza to przypadek, wynikający z błędu ludzkiego lub technicznego po stronie rosyjskiej – całkiem możliwe, w świetle znanych informacji o niekompetencji rosyjskich wojskowych oraz o tym, że zapasy precyzyjnych pocisków są już na wyczerpaniu i agresor strzela „z byle czego”, czyli często archaicznych rakiet o niskiej celności i znacznej zawodności. Druga – działanie celowe, w celu sprawdzenia gotowości naszej obrony (mnie to niezbyt przekonuje) lub sprowokowania reakcji NATO (to już znacznie bardziej). I trzecia teoretyczna możliwość, że to ukraiński pocisk antybalistyczny, który gonił rakietę rosyjską, i szczątki obydwu spadły po naszej stronie.
Specjaliści pewnie niebawem to wyjaśnią, po badaniu odnalezionych elementów i sprawdzeniu odczytów systemu radarowego. Ale warto podkreślić, że w każdym z tych wariantów ostateczna odpowiedzialność i tak spada na Moskwę – jako na agresora, prowadzącego wojnę nielegalną z punktu widzenia prawa międzynarodowego, i stosującego terrorystyczny ostrzał obiektów cywilnych po stronie ukraińskiej. To akurat nie ulega żadnej wątpliwości.
Tamtejsze ministerstwo obrony mówi, jakżeby inaczej, o polskiej prowokacji mającej na celu eskalację. Czy potwierdza to tylko fakt, że Rosjanie doskonale wiedzą, co rzeczywiście się stało?
Niekoniecznie, acz to oczywiście nie jest wykluczone. Taki komunikat wskazuje jednak, jakie wyjaśnienie jest z ich punktu widzenia optymalne, a także, na jaką reakcję po cichu liczą. Mianowicie, że Polska lub nawet inne państwa NATO zbrojnie, ale w sposób ograniczony. To byłoby naturalne, przecież nikt przytomny z powodu „przypadkowego” ostrzału polskiej wsi nie zbombarduje w odwecie Moskwy. I taką ograniczoną odpowiedź wojskową Rosjanie mogli chcieć sprowokować, jeśli przyjmiemy wariant, że to było ich celowe działanie. Notabene, jeśli potwierdzą się początkowe informacje, że rakiety były dwie, i obie rosyjskie, to sprawa będzie jasna. Przypadki nie latają parami.
Jak Pana zdaniem powinien odpowiedzieć Sojusz Północnoatlantycki? Czy ma Pana zdaniem sens konwencjonalna odpowiedź militarna?
Główny nacisk kładłbym nadal na sankcje, ich zaostrzenie, tak te ekonomiczne, jak i dyplomatyczne. Co zaś do odpowiedzi wojskowej: tak, ale nie bezpośrednio. Bo w świetle tego, o czym mówiłem przed chwilą, że Moskwa mogła chcieć taką akcję sprowokować, to byłby piękny prezent dla Putina. Straty militarne relatywnie niewielkie, za to gigantyczna korzyść propagandowa, na użytek wewnętrzny. Kreml zdobyłby uprawniony dowód, że nie walczy tylko z Ukrainą, przecież głęboko pogardzaną przez bardzo wielu Rosjan, ale z potężnym NATO. A z takim przeciwnikiem nie wstyd przegrywać. Kolejne, spodziewane niebawem baty na froncie nie byłyby więc dla poddanych cara Władimira aż tak upokarzające. W konsekwencji zmalałoby prawdopodobieństwo jakiegoś przesilenia politycznego, które może pozbawić Putina władzy i być może przy okazji życia. A my, dając się ponieść emocjonalnym odruchom, uzyskalibyśmy efekt odwrotny od zamierzonego.
Mówiąc zaś o pośredniej odpowiedzi wojskowej – mam na myśli już praktycznie nieograniczone dozbrojenie Ukraińców przez państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tak, aby to oni dokończyli egzekucję. Odzyskali wszystko, co Rosja im ukradła, poczynając od 2014 roku, i przy okazji spowodowali szok w rosyjskich elitach władzy i w społeczeństwie. To dzisiaj zupełnie realne, i to jest najboleśniejszy sposób, aby ukarać bandytów z Kremla. W największym skrócie – tu chodzi o to, by naprawdę trwale obezwładnić rosyjskie plany imperialne, a nie żeby pozwolić pokaleczonej bestii przetrwać, odbudować siły i za jakiś czas wziąć rewanż.
Gdyby NATO faktycznie miało samo wejść do akcji militarnej – to żeby uzyskać taki efekt musiałoby uderzyć znacznie potężniej, i nie ograniczyć się tylko do terenów ukraińskich, a to mało prawdopodobne. Z całym szacunkiem dla naszych dzisiejszych ofiar, ale nie z powodu śmierci dwóch Polaków. To tak nie działa.
Co w sytuacji, w której rozminie się strategia NATO i strategia Polski wobec dzisiejszego zdarzenia? Czy Pana zdaniem zgodne z polską racją stanu będzie podjęcie własnych działań, niezależnie od działań podejmowanych w ramach struktur NATO? Czy może naszą największą siłą powinna być właśnie jednolitość działań w ramach Sojuszu?
Gdyby Polska konstruowała jakąś własną strategię, niespójną ze strategią NATO wobec tego konfliktu, byłaby to fatalna wiadomość. Wymogiem chwili i sensem naszego członkostwa w NATO – a więc także elementem polskiej racji stanu – jest przecież właśnie pełna solidarność państw członkowskich i pełna koordynacja newralgicznych działań. Złamanie tej zasady byłoby ogromnym sukcesem Rosji. Na szczęście, nic nie wskazuje, by takie ryzyko faktycznie miało miejsce.
