Fronda.pl: Wybuchy na Moście Krymskim. Ukraińcy wreszcie dopięli swego? Ponoć za wybuch może odpowiadać jadąca z Krasnodaru ciężarówka.
Dr Witold Sokała (ekspert w zakresie polityki bezpieczeństwa europejskiego oraz walki informacyjnej i studiów strategicznych): Wersja, że to ktoś z ukraińskich służb zapracował właśnie na order i awans, jest w tej chwili rzeczywiście najbardziej prawdopodobna. Ale, teoretycznie, nie można też na razie wykluczyć innych autorów akcji: wywiadu któregoś z krajów trzecich, ewentualnie jakiejś grupy sabotażystów po stronie rosyjskiej, z armii albo służb specjalnych, którzy grają przeciw Putinowi i postanowili popsuć mu urodziny. Zaś co do sposobu ataku – wiele wskazuje, że faktycznie „oszukano” system ochrony mostu i wwieziono ładunek wybuchowy na ciężarówce. Może się jednak okazać, że była to akcja przy użyciu np. drona albo ekipy płetwonurków. Proponuję nie gdybać, pewnie niebawem będziemy mieć więcej wiarygodnych danych i informacji. Zresztą, technikalia są tu mniej ważne, niż efekty strategiczne i polityczne.
Rosyjscy propagandyści (np. osławiony Władimir Sołowiow) stosują coraz bardziej oderwane od rzeczywistości konstrukcje myślowe, zgodnie z którymi z rosyjskimi żołnierzami walczą ukraińscy „sataniści”. Jak wybuch mostu wpłynie na pozycję Putina i nastroje w rosyjskim społeczeństwie? Ile pokrętnych tłumaczeń jest jeszcze gotowe przyjąć rosyjskie społeczeństwo?
No tak, z szatanem przegrywać, to mniejszy wstyd dla Kremla, niż z Ukraińcami – wciąż przecież pogardzanymi przez wielu Rosjan. W zapasie są pewnie jeszcze kosmici… Ale mówiąc już poważnie – nastroje są w Rosji fatalne, w propagandę ewidentnie wierzy coraz mniej ludzi, bo gołym okiem widzą, że ich państwo przegrywa wojnę, i że odpowiada za to nieudolna, skorumpowana elita władzy. Może jeszcze nie sam Putin, na razie trwa próba przekierowania tego gniewu i rozczarowania na niższy szczebel, ofiarą może paść na przykład minister Siergiej Szojgu albo inni „czynownicy”, ale to kwestia czasu, gdy padną też pytania o odpowiedzialność samego cara Władimira.
Czy nieuchronnie zbliża się pałacowy przewrót na Kremlu?
W polityce nic nie jest „nieuchronne”, zbyt wiele zmiennych, ale faktycznie taki scenariusz jest wysoce prawdopodobny. Mówiłem o tym zresztą już dawno, nawet jeszcze przed 24 lutego, analizując problemy, które ewentualna agresja wywoła w Rosji. Teraz mogę potwierdzić – Putin i jego ekipa doprowadzili swój kraj na skraj upadku, nie są zdolni do korekty samobójczego kursu, więc byłoby naturalne, gdyby ktoś wewnątrz szeroko pojętej elity władzy podjął próbę zawrócenia z równi pochyłej. To oczywiście nie będzie proste. Zapewne wymaga porozumienia ludzi z wyższych szczebli armii, służb specjalnych, administracji, biznesu, no i aparatu propagandy. Także – ominięcia zabezpieczeń, bo wierni Putinowi funkcjonariusze czuwają i liczą się z takim scenariuszem. Myślę jednak, że ten przewrót wewnętrzny to kwestia niedługiego czasu. I jeszcze kilku spektakularnych porażek.
Uszkodzenie mostu daje podstawę do użycia broni jądrowej, na co już ochoczo wskazują tamtejsi propagandyści. Czy przyparty do muru Putin może się na to zdecydować?
Wątpię. Postawiłby się w kontrze już nie tylko względem całego Zachodu, ale także swojego najważniejszego – a przynajmniej jedynego poważnego – sojusznika, czyli Chin. Pekinowi taka opcja zdecydowanie nie jest na rękę, czemu dawał ostatnio wyraz. Straszenie bronią jądrową jest więc raczej blefem, mającym przestraszyć Zachód i skłonić go do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. Temu służą rosyjskie przestrogi przed „eskalacją”, wygłaszane wprost oraz suflowane przez rzeszę agentów wpływu, przy pomocy tzw. pożytecznych idiotów. Tak naprawdę zaś, użycie przez Putina broni jądrowej nie zależy od dostarczanych mu pretekstów, lecz od stopnia jego szaleństwa i odklejenia od rzeczywistości. Jeśli jest znaczny, a tego przecież nie wiemy, to z kolei przybliża wspomnianą przed chwilą perspektywę pałacowego przewrotu – bo sam Putin już nie ma nic do stracenia, ale liczni oligarchowie i oficerowie jednak wciąż dużo. Nie mają innego wyjścia, muszą wtedy złapać desperata za rękę sięgającą do atomowego guzika i mocno mu ją wykręcić.
Czy widzi Pan możliwość kolejnych postępów wojsk ukraińskich i zakończenia wojny wyłącznie na polu militarnym? Czy może te same grupy, które powinny powstrzymać Putina przed sięgnięciem po broń jądrową, spróbują siłą nakłonić go do poczynienia tak istotnych ustępstw, aby Ukraińcy chcieli wrócić do negocjacji?
Dalsze sukcesy ukraińskiej ofensywy są bardzo prawdopodobne. Mimo braku rezerw, Ukraińcy są "na fali", mogą też liczyć na kolejne transze istotnego wsparcia ze strony USA i innych państw zachodnich. O ile więc nie nastąpi nic nieprzewidzianego, Rosjanie będą nadal bici i w końcu pewnie wyrzuceni z całego Donbasu i Krymu. To może zakończyć wojnę, a przynajmniej umożliwić negocjacje pokojowe - już na warunkach dużo mniej korzystnych dla Moskwy.
Co zaś do ewentualnych spiskowców na Kremlu - obawiam się, że to jest nie tyle "partia pokoju", co raczej "partia mądrzej i skuteczniej prowadzonej wojny". Jeśli dojdzie do władzy, owszem, może postawić na wariant negocjacyjny - ale raczej traktując to jako taktyczne zyskanie czasu, na uporządkowanie spraw na swoim podwórku, przegrupowanie sił. Od roztropności Kijowa i wspierających go stolic zależy, czy damy się na to nabrać.
