„Dla Ukrainy to świetna sytuacja. Dowództwo rosyjskich sił zbrojnych jest sparaliżowane, motywacja żołnierzy jeszcze bardziej spada, a wojska muszą zostać przesunięte, aby ustabilizować sytuację w kraju. Wkrótce przekonamy się, czy kontratak ruszy z pełną siłą”  - napisał w mediach społecznościowych Riihelainen.

Jego zdaniem Prigożyn i jego ludzie „mają teraz wszystko na szali”. „Wygrywają lub giną. Jednocześnie motywacja wysłanych przeciwko nim sił rządowych musi być słaba. Na wyższym poziomie główną zasadą obowiązującą w dyktaturze jest to, że jeśli nie wiesz, co robić, nie rób nic” – dodaje fiński ekspert.

Riihelainen podkreśla również, że Prigożyn „nie jest żołnierzem ani politykiem, ale bezwzględnym mafiosem”, a „jego oficerowie to w większości zwolnieni z sił zbrojnych za przestępstwa”, więc Wagnerowcy mają „zarówno wolę, jak i zdolność do ślepej przemocy”, co sprawia, że ten bunt będzie bardzo krwawy.

„W rosyjskim społeczeństwie każdy, kto ma władzę, zwłaszcza w aparacie bezpieczeństwa, musi teraz podjąć decyzję, od której zależy jego własne życie i dobro otaczających go osób. Najbezpieczniej, przynajmniej na razie, jest nic nie robić i to sparaliżowało sytuację” – analizuje fiński publicysta.

„Wydaje się bardzo mało prawdopodobne, że władza Putina upadnie wskutek tych wydarzeń. Ale nieuchronnie osłabnie. Trudno ogólnie przewidzieć skutki zaistniałej sytuacji. Rosja Putina była stabilnym państwem, teraz wszystko się zmienia” – skonstatował Janne Riihelainen.