Nagranie ze zdarzenia opublikował w mediach społecznościowych poseł Andrzej Śliwka.

Film rozpoczyna się zaproszeniem skierowanym przez Patryka Jakiego do jednego z mężczyzn, który zakłócał spotkanie.

- „Niech pan tu podejdzie, jak pan tak przeszkadza i powie, o co panu chodzi”

- poprosił europoseł.

Mężczyzna podszedł i chciał rozmawiać „o taśmach, o tych złodziejstwach”. Polityk Suwerennej Polski dopytywał więc, o jakie konkretnie „przekręty” chodzi.

- „No tych co są teraz ujawniane”

- odpowiedział mężczyzna.

Dopytywany sprecyzował, że ma na myśli „wyłudzanie pieniędzy z budżetu państwa”. Dalej wskazał, że chodzi mu o Fundusz Sprawiedliwości, ale nie potrafił sprecyzować, kto i co „ukradł” ani o jakie zarzuty chodzi.

- „No te, o których mówi i TVP1 i TVN i Polsat i wszystkie telewizje”

- mówił.

Wówczas Jaki wskazał, że zarzuty stawia się wobec posła Michała Wosia, który zdecydował o skierowaniu środków na zakup systemu Pegasus. Pytał więc swojego rozmówcę, co niewłaściwego jest w zakupie przez państwo tego systemu. Wtedy mężczyzna mówił o „inwigilacji opozycji”.

- „Ale wie pan, że tą inwigilację – jak pan nazywa – zatwierdzają sądy, zatwierdził sędzia Tuleja, zna pan, tak?”

- zapytał Jaki.

Mężczyzna potwierdził.

- „Nie ufa mu pan?”

- dopytywał europoseł.

- „Ufam. Oczywiście, że ufam”

- odparł mieszkaniec Będzina.

- „No skoro mu pan ufa, to znaczy, że dobrze zrobił, tak? No niech pan wytłumaczy”

- pytał Jaki.

Mężczyzna wówczas zapytał, czy… „sędzia Tuleja wiedział na kogo podpisuje kwity”. Eurodeputowany wyjaśnił, że mógłby nie wiedzieć, gdyby nie czytał dokładnie tego, pod czym się podpisuje.

- „A sędzia może podpisywać nie wiedząc co podpisuje?”

- dopytywał więc Jaki.

- „Wie pan co, niech pan ze mnie nie robi mądrzejszego niż jestem, dobrze?”

- odparł zdenerwowany już uczestnik spotkania.

Jaki wyjaśnił, że chce jednie dowiedzieć się, z jakiego powodu jego rozmówca zakłócał spotkanie.

- „Pan oskarżył, że ktoś komuś kradł. Nie potrafi pan powiedzieć, kto komu co kradł. Jak pana zapytałem, o co chodzi, to pan powiedział, że o tego, co dostał zarzuty. Więc zarzuty dostał Woś za zakup Pegasusa. Jak pana zapytałem, na czym to dokładnie polega, to pan powiedział, że chodzi o to, że tam sędziowie coś podpisywali i nie wiedzieli co podpisywali. Tak?”

- podsumował całą dyskusję.

Wyborca z Będzina wreszcie sprecyzował swoje zarzuty i stwierdził, że poseł Woś „nie kupował z tych pieniędzy, z których powinien kupować”. Z jakich więc kupować powinien?

- „No chyba z innych, jeżeli są zarzuty prokuratorskie”

- stwierdził mężczyzna.

Powtórzył też zarzut, że „program do walki z przestępczością był wykorzystywany do inwigilowania opozycji”.

- „Ale ja panu mówię, że sędziowie twierdzili, że nie. Sędziowie chyba wiedzieli co podpisywali, chyba że tak jak pan powiedział, nie wiedzieli”

- powtórzył Jaki.

- „Chyba nie wiedzieli”

- stwierdził w końcu mężczyzna.

- „No, rozumiem. Dobrze, ja panu dziękuję, że pan wytłumaczył nam o co chodzi. Bardzo dziękuję. A czy teraz pan będzie uprzejmy pozwolić nam kontynuować spotkanie?”

- podsumował Jaki.