Przez lata, kiedy wybory wygrywały partie (niezależnie od ich szyldu) uznające urząd nauczycielski „Gazety Wyborczej”, system ten działał w miarę sprawnie. Kryzys nastąpił, gdy do władzy na drodze demokratycznych wyborów doszedł PiS. Nie miało znaczenia to, że elity PiS postrzegały często rzeczywistość zgodnie ze schematami narzuconymi przez lewicę w duchu „Gazety Wyborczej”. Problemem było to, że PiS reprezentował „pariasów” polską katolicką biedotę, która ze zgodnie z lewicową miała siedzieć cicho i nie pchać się na stołki i salony zarezerwowane dla braminów. Uprzedzenia braminów ze środowiska utożsamiającego się z Wyborczą były tak duże, że miast dopieścić emocjonalnie elity PiS, wolały (od ośmiu lat) eskalować konflikt.

Dojście do władzy PiS, będące symbolicznym darowaniem się pariasów do władzy i związanego z nią prestiżu, było dla środowiska utożsamiającego się z Wyborczą naruszeniem naturalnego porządku rzeczy, naruszenie świętego nienaruszalnego tabu, profanacją ostatecznego sacrum. Dla środowiska utożsamiającego się z Wyborczą nie miało znaczenia to, że PiS nie zagroził ich interesom ekonomicznym (oczywiście ich elita straciła koryto, ale utrata ekonomicznych profitów wynikających z pozycji dotyczyła niewielkiej części tego środowiska). Najbardziej zabolała utrata prestiżu. Najbardziej zabolało to, że polskie „chamstwo”, zamiast znać swoje miejsce, kryć się po kątach i przepraszać, że żyje, zaczęło uznawać się za równe braminom. Celem walki antyPiS stało się przede wszystkim odzyskanie prestiżu, czyli wygonienie z salonów nie naszych (czyli polskich katolickich pariasów polskich i katolickich), by prestiżem, zapewniającym nirwanę, mogli się cieszyć tylko ci, co podzielają lewicowe zabobony, zgodne z tym, co głosi Wyborcza czy inny TVN.

Takim symbolem zbrukania przez Polaków katolików przestrzeni, która miała być dostępna tylko dla lewicy i pseudo liberałów, stała się, wydana przez wydawnictwo Biały Kruk, praca profesora Wojciecha Roszkowskiego „Historia i Teraźniejszość. Podręcznik dla liceów i techników. Klasa 1. 1945–1979”.

Ten podręcznik (dla klas pierwszych liceów i techników, do nowego przedmiotu Historia i Teraźniejszość) okazał się w oczach lewicy i pseudo liberałów zbrodnią niesłychaną również z tytułu autora, który według lewicowych norm sprzeniewierzył się etosowi inteligenta poprzez niepodzielanie wszystkich lewicowych zabobonów – w lewicowym świecie inteligent z natury ma być lewicowy, a jak ktoś jest prawicowy, według lewicowej wspak logiki nie jest inteligentem. Dla lewicy inteligent prawicowy jest patologią zakłuwającą naturalny porządek rzeczy — co grozi armagedonem i by nie dopuścić do końca świata, trzeba taką prawicową patologię spalić na stosie.

Drugim powodem ataku lewicy na podręcznik Roszkowskiego (po osobie jego twórcy) była kwestia ukazania przez autora szerokiego spektrum zależności między wydarzeniami, związków między przyczynami a skutkami zdarzeń. Takie logiczne postrzeganie rzeczywistości jest dla lewicy zbrodnią — bo pod wpływem logiki ludzie zaczynają dostrzegać niedorzeczności lewicowych zabobonów i zaczynają (zgodnie z rozumem) postrzegać i oceniać świat w duchu prawicowym. W lewicowym świecie nie wolno na przykład dostrzegać związków między wysokimi podatkami a kryzysem gospodarczym, sprzeczności między frazesami o równouprawnieniu a uprzywilejowaniem Żydów, gejów czy imigrantów. Ktoś, kto dostarcza możliwość dostrzegania związków między przyczynami a skutkami, automatycznie staje się więc dla lewicy wrogiem.

Siły antypolskie od dekad, a nawet stuleci, starają się narzucić Polakom kompleks niższości. W tym celu przypisują Polakom niepopełnione zbrodnie i ukrywają przed Polakami cierpienia naszego narodu. Lewica i pseudo liberałowie, zainteresowani zniszczeniem polskiej tożsamości narodowej, mają więc za złe profesorowi Roszkowskiemu, że w swej książce wygłosił z ich chorego punktu widzenia herezje o tym, że „Polska poniosła największe straty biologiczne i materialne w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców” w czasie II wojny światowej. Stwierdzenie o tym, że „byliśmy największą ofiarą” wojny sprzeczne przez jest bowiem ze świętym dla lewicy dogmatem religii holocaustu mówiącym o tym, że ofiarami byli tylko Żydzi, a Polacy nie byli ofiarami, tylko nazistami i sprawcami holocaustu.

Heretyckie dla lewicy, a więc zasługujące na stos, są dla lewicy twierdzenia zawarte w pracy profesora Roszkowskiego mówiące o: lewicowej naturze nazizmu, zachowaniu przez Niemców po wojnie tego, co nakradli w czasie wojny, wsparcie zachodnich intelektualistów (takich jak Jean Paul Sartre czy George Bernard Shaw) dla zbrodni komunistycznych, komunistycznych prześladowaniach katolicyzmu, współcześnie kontynuowanych prześladowaniach katolicyzmu, sowiecka infiltracja USA, bycie przez ruchy pacyfistyczne narzędziem sowietów (a dziś Rosji), gloryfikowanie przez zachodnią lewicę ZSRR, szkodliwość (kreowanej przez środowiska komunistyczne) rewolucji seksualnej i kulturowej na zachodzie lat sześćdziesiątych.

Naruszeniem świętych lewicowych filosemickich dogmatów są też twierdzenia profesora Roszkowskiego informujące o: odpowiedzialność żydokomuny w PRL (która w latach pięćdziesiątych zaczęła odgrywać rolę partyjnych liberałów) za zbrodnie komunistyczne, Natolińczykach (czyli żydokomunie głoszącej postulaty liberalizacji) w ramach solidarności rasowej nie atakującej Hilarego Minca (Żyda komunisty odpowiedzialnego za narzucenie powojennej Polsce nieefektywnej gospodarki komunistycznej).

Słuszne i niewątpliwie niedopuszczalne dla lewicy są opinie profesora Roszkowskiego: o cenzurze w mediach społecznościowych, krytykujące globalne korporacje medialne, współczesną patologię czarnej rasowej nienawiści murzynów do białych (szczególnie w USA), wciąż żywą terrorystyczną, destrukcyjną, gloryfikującą totalitaryzm tożsamość części współczesnej lewicy na zachodzie.

Krytykując globalne korporacje, profesor Roszkowski zwrócił uwagę, że już w 1932 roku amerykańskie korporacje zawarły pierwszy spisek na rzecz produkcji produktów, które specjalnie miały się po jakimś czasie psuć, by konsumenci kupowali nowe produkty. W swej pracy profesor Roszkowski słusznie dostrzegł, że monopoliści (w tym i ci prywatni) działają na szkodę konsumentów, media są uzależnione (dochodami z reklam, i nadzorem właścicielskim) od korporacji) – co powoduje, że istnieje potrzeba uchwalenia ustawodawstwa antymonopolowego. Zdaniem profesora Roszkowskiego korporacje za pośrednictwem mediów manipulują konsumentami, by ci pod wpływem emocji kupowali niepotrzebne im produkty korporacji np. w celu rzekomej ochrony swojego zdrowia.

Rozważają na kartach swojej pracy kwestie demokracji, profesor Roszkowski zwrócił uwagę na lewicowy frazes o populizmie ukazujący antydemokratyczną tożsamość lewicy i pseudo liberałów, na ich przeświadczenie o potrzebie ustroju klasowego, oddającego realną władzę lewicowym braminom.

Równie słuszne są spostrzeżenia profesora Roszkowskiego o tym, że współczesna lewica zwalcza rodzinę, współcześni pseudo chadecy na zachodzie porzucili chrześcijańską tożsamość, ateizacja (podobnie jak w krajach okupowanych przez komunistów) jest formą agresji, nie jest możliwa neutralność światopoglądowa (bo prawo musi się opierać na jakiś założeniach mówiących o tym, co jest dobre a co złe).

Łyżką dziegciu w pracy profesora Roszkowskiego są jego błędne entuzjastyczne opinie o Piłsudskim (który określany jest mianem wskrzesiciela państwa polskiego), rzekomo spontanicznym kulcie Piłsudskiego (który w rzeczywistości został przemocą narzucony Polakom), negowanie faktu istnienia cenzury politycznej w II RP.

Trudno się też zgodzić z opinią profesora Roszkowskiego, że nacjonalizm jest czymś złym (podczas gdy w rzeczywistości uprawniona jest krytyka szowinizmu czy imperializmu). Profesor Roszkowski wbrew faktom pozytywnie ocenia Jana XXIII oraz współczesny ekumenizm, a także i nie docenia szkodliwości drugiego soboru watykańskiego.

Podręcznik profesora Roszkowskiego jest niewątpliwie ciekawą podróżą przez współczesną historię całego świata i Polski, ukazującą zależności i związki wydarzeń na całym świecie. Niewątpliwie powinien stać się podstawą scenariusza serii filmów dokumentalnych. To bardzo dobra lektura dla wszystkich, którzy chcą się odnaleźć w historii współczesnego świata.

Jan Bodakowski