Wśród najbardziej kontrowersyjnych decyzji ostatniej sesji niemieckiej Drogi synodalnej jest przyjęty wbrew wyraźnemu stanowisku Stolicy Apostolskiej dokument wzywający do wprowadzenia w niemieckim Kościele tzw. błogosławieństw związków homoseksualnych. Zgromadzenie Synodalne wezwało niemieckich biskupów do wprowadzenia nabożeństw dla par, które nie mogą zawrzeć sakramentalnego małżeństwa, zachęcając do opracowania specjalnych formularzy liturgicznych. Chodzi o pary homoseksualne i rozwodników żyjących w ponownych związkach.

Zgromadzenie postanowiło też zwrócić się do papieża z prośbą o ponowne rozpatrzenie obowiązkowego celibatu dla księży. Przegłosowano ponadto dokument, w którym wezwano do udzielania święceń diakonatu kobietom w całym Kościele.

W wywiadzie dla agencji CNA Deutsch postanowienia niemieckiej Drogi synodalnej komentował kard. Gerhard Müller, który przypomniał, że sakrament święceń w swoich trzech stopniach diakonatu, prezbiteratu i biskupstwa jest w pochodzeniu i istocie jeden.

- „Kto zaprzecza istotnym elementom tej posługi święceń ustanowionej przez Chrystusa w Kościele jako upełnomocniona posługa Słowa i Sakramentu, i kto nie uznaje biskupów i kapłanów za pasterzy powołanych przez Ducha Świętego, ten nie może już nazywać się katolikiem”

- oświadczył.

W ten sposób niemiecki hierarcha odniósł się do pytania dziennikarza o to, jak wiele prawd wiary musi odrzucić katolik, aby przestać być katolikiem.

Kard. Müller podkreślił, że z uwagi na istnienie tylko jednej posługi święceń, istotne dla nich elementy dotyczą tak samo diakonatu, prezbiteratu i biskupstwa.

Teolog zwrócił uwagę, że dzisiejsza poprawność polityczna nie pozwala mówić o znaczeniu stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety ani nazywać pozamałżeńskiej aktywności seksualnej grzechem.

- „Mówiąc banalnie: to nic innego jak dyktatura miernoty”

- powiedział.

Pytany o postulat błogosławienia par homoseksualnych hierarcha przypomniał niedawną wypowiedź papieża Franciszka, który wskazał na konieczność rozróżnienia pomiędzy duszpasterstwem osób homoseksualnych a uleganiem ideologicznej presji lobby LGBT.

Tymczasem ponad dwie trzecie niemieckich biskupów zgodziło się na przyjęcie sprzecznych z nauczaniem Kościoła dokumentów.

- „Jest to poważne naruszenie i niewybaczalne nadużycie władzy biskupiej, podobnie jak w Cesarstwie Wschodniorzymskim większość biskupów opowiadała się za herezją ariańską, to jest za zaprzeczeniem boskiej natury Chrystusa, lub jak w Afryce Północnej w czasach św. Augustyna biskupi donatyści, tj. biskupi, którzy rozwinęli własną eklezjologię, różniącą się od rzymskiej, mieli przewagę liczebną nad biskupami katolickimi”

- zauważył purpurat.

- „Na ich usprawiedliwienie nie można wskazać niewiedzy czy strachu przed prześladowaniami ze strony antyklerykalnych dyktatur lub uwiedzenia przez propagandę piorącą mózgi. Muszą znać antropologiczne nauczanie Vaticanum II o małżeństwie, rodzinie i seksualności, zwłaszcza także o jedności ciała i duszy człowieka w jego osobie (z samoświadomością i wolnością). Zostały również publicznie wskazane ich poważne błędy przez samego papieża oraz przez dwóch kompetentnych prefektów Dykasterii Nauki Wiary i Dykasterii ds. Biskupów”

- dodał.

Wskazując, że biskupów niepopierających postulatów Drogi synodalnej spotyka w Niemczech medialna nagonka, kard. Müller stwierdził, iż do biskupów zgadzających się na te postulaty można odnieść słowa Jezusa na temat przywódców, którzy „bardziej umiłowali chwałę ludzką aniżeli chwałę Bożą”.